Słynny psycholog i lingwista Steven Pinker pisze o "nowym oświeceniu", a pan przekonuje, że wchodzimy w okres "nowego średniowiecza"...

Reklama

Pinker to dobry punkt odniesienia. On rozumuje wyłącznie linearnie. Twierdzi, że jako ludzkość kumulujemy pozytywne jakości, np. stajemy się coraz bardziej pokojowi.

To nieprawda?

Nie do końca. Nasza rosnąca pokojowość jest warunkowa. Postęp moralny występuje tylko pod warunkiem, że pamiętamy, co zrobiliśmy złego w przeszłości. I tak np. Holocaust nie wydarzy się w przyszłości nie dlatego, że natura ludzka uległa jakiejś trwałej pozytywnej przemianie, tylko pod warunkiem, że o nim pamiętamy. Poza tym Pinker nie dostrzega, że każdy proces historyczny jest inny. Niektóre są linearne, oznaczają "postęp", a inne są cykliczne.

Oznaczają regres?

Nie. Procesy neomediewalne nie są regresywne. Nie są powrotem do średniowiecza albo do ciemnogrodu, jak opacznie twierdzą niektórzy. Chodzi raczej o to, że gdy spojrzymy na współczesny świat z oddalenia, to rzucą nam się w oczy makrostruktury analogiczne do tych średniowiecznych, m.in. do tego, co się działo na przełomie starożytności i średniowiecza.

"Z oddalenia", czyli jak?

Przez pryzmat tego, co Immanuel Wallerstein nazywał czasoprzestrzenią transformacyjną, czyli uwikłaniem dnia dzisiejszego w trendy długoterminowe. Perspektywa liberalna tego nie chwyta, bo jest ahistoryczna, koncentruje się na tu i teraz. I dlatego trudno nam zobaczyć procesy typowe dla średniowiecza. Oczywiście neomediewalizm to nie powtórka z przeszłości, bo technologia zmienia świat nieodwracalnie. Jednak dzieje to spirala, gdzie jest miejsce zarówno dla procesów linearnych, jak i cyklicznych. Choć idzie zupełnie nowe, to w starych bukłakach. Co najmniej w siedmiu różnych.

Porozmawiajmy o tych najważniejszych.

Przede wszystkim mamy przejście od systemu państw opartego o bilateralne interakcje w stronę systemu wielopoziomowego. Władza polityczna ulega fragmentacji. Dziś państwa muszą się nią dzielić nie tylko z instytucjami międzynarodowymi, ale i np. z transgranicznymi korporacjami – jak Facebook czy Google. Tak jak w średniowieczu, gdzie aktorami ważniejszymi od państw bywały gildie, ośrodki religijne, związki gospodarcze, miasta. Kto nie rozumiał tych wielopoziomowych zależności, wypadał z gry.

CZYTAJ WIĘCEJ W WEEKENDOWYM WYDANIU DGP>>>