Magdalena Rigamonti: Umówiliśmy się na dwie godziny rozmowy.

Reklama

Adam Bielan: Za półtorej będę musiał wychodzić. Po spotkaniu z panią muszę biec do Ministerstwa Zdrowia.

Jako kto?

Tam mam spotkanie.

Z ministrem Szumowskim?

Nie.

Będziecie się go pozbywać?

Wręcz przeciwnie. Mam nadzieję, że zgodzi się zostać.

Trzeba go było prosić?

Może nie prosić, ale rozmawiać. Przekonywać. Był bardzo zmęczony. Obiecał, że przemyśli swoją decyzję podczas urlopu.

Wrócił z urlopu.

I jest nadal ministrem.

W lutym bagatelizował koronawirusa, wyśmiewał maseczki.

Wtedy nikt nie wiedział, co się stanie, jak ten wirus będzie się rozprzestrzeniał. Wówczas wiele osób się po prostu myliło.

Ale w czerwcu premier Morawiecki już kłamał świadomie, mówiąc, że pokonaliśmy koronawirusa.

Reklama

Premier wypowiadał się w czasie, kiedy liczba zakażeń spadła i wydawało się, że pierwszą falę epidemii mamy za sobą.

O, widzę, że ma pan notesik z logo PiS.

Do notowania.

Pan nie jest w PiS-ie.

Mam go ze spotkań sztabowych przy Nowogrodzkiej. Bardzo dobrej wielkości. Wygodny.

Po tym, jak jesienią przegraliśmy Senat, czułem, że możemy przegrać prezydenturę. Wiedziałem też, że dobre notowania prezydenta w trakcie kadencji nie dają gwarancji zwycięstwa, że ich weryfikacja następuje dopiero w kampanii. A my byliśmy już bardzo wyczerpani

Często pan tam bywa?

W kampanii bywałem często.

Jako kto?

Rzecznik kampanii prezydenckiej.

Rządził pan tą kampanią.

Nieprawda. Szefem sztabu był Joachim Brudziński. Była też Beata Szydło i byli inni. Ale w kampanii prezydenckiej zawsze najważniejszy jest sam kandydat. Prezydent Andrzej Duda w kampaniach sprawdza się bardzo dobrze. Ma charyzmę. Ma dobrą łączność z ludźmi, świetnie przemawia, potrafi rozruszać tłum. Zresztą ten kontakt z ludźmi utrzymywał przez całą kadencję, więc potrzebował zaledwie kilku spotkań kampanijnych, żeby wejść na odpowiedni poziom.

Poziom charyzmy?

Łączności z ludźmi. Kampania reelekcyjna nie jest łatwa. Urzędującemu prezydentowi trudno przestawić się z funkcji głowy państwa – którą zresztą przez całą kampanię wciąż pełni – na rolę kandydata. Kiedyś czytałem książkę o kampanii reelekcyjnej Ronalda Reagana. Był doświadczonym politykiem, jako aktor rozumiał rolę mediów, ale przygotowania do debat szły jak po grudzie. Urzędujący prezydent ma zawsze kłopot, żeby się zmieścić w limicie czasu, odpowiadać na trudne pytania. W naszej kampanii doszły jeszcze targi o termin wyborów, spory wewnątrz obozu, duże napięcie w relacjach z opozycją, zupełnie nowy kandydat Rafał Trzaskowski i przestawienie się na innego przeciwnika. Wtedy już wiedziałem, że będziemy mieć drugą turę. I wszystkie ręce na pokład.

I rząd, i TVP.

W kampanii zawsze bierze udział rząd.

To była kampania prezydencka.

Pięć lat temu rząd Ewy Kopacz również był zaangażowany w kampanię prezydencką. A potem w czasie kampanii parlamentarnej organizował wyjazdowe posiedzenia Rady Ministrów.

Teraz podczas kampanii rząd nie organizował żadnych posiedzeń, tylko robił kampanię.

Nieprawda. Codziennie odbywały się choćby spotkania rządowego zespołu zarządzania kryzysowego w związku z epidemią. Zresztą bardzo wiele instytucji przestawiło się na pracę zdalną. My też jako sztab przez jakiś czas pracowaliśmy zdalnie, łączyliśmy się z domów.

A bezpieczeństwo?

Połączeń? Nie chcę mówić o szczegółach, ale nie rozmawialiśmy o sprawach tajnych z punktu widzenia państwa. Próbowaliśmy różnych dostępnych aplikacji.

Odpokutował pan już wszystko czy dalej chodzi pan w pokutnym worze przy prezesie Kaczyńskim?

Nie, nie chodzę. Każdy popełnia błędy polityczne.

Proszę mówić o sobie. Jarosław Kaczyński wybaczył panu zdradę?

Nie mam upoważnienia, żeby się wypowiadać za Jarosława Kaczyńskiego.

Jesteście w bliskiej relacji.

Współpracujemy politycznie.

Kiedy był u pana na kolacji?

Kilka tygodni temu.

A, czyli to nadal bliska relacja.

Nie ma sensu robić tematu z tego, że Jarosław Kaczyński był u mnie na kolacji. Bywa też u wielu innych ludzi. Mamy relacje służbowe, polityczne i prywatne, a może raczej półprywatne. I te półprywatne są poniekąd lepsze niż wtedy, kiedy byłem w PiS-ie. Choćby ze względu na to, że prezes Kaczyński przechodzi na „ty”, kiedy człowiek kończy 40 lat. A ja, kiedy wychodziłem z PiS-u, nie miałem jeszcze czterdziestki.

CAŁY WYWIAD DOSTĘPNY W INTERNETOWYM WYDANIU MAGAZYNU "DZIENNIKA GAZETY PRAWNEJ">>>