Dziennik Gazeta Prawana logo

Czesław Bielecki: Należę do mniejszości mentalnej, która chce konsensusu [#RigamontiRazy2]

14 sierpnia 2020, 09:54
Ten tekst przeczytasz w 5 minut
Czesław Bielecki, fot. Maksymilian Rigamonti 4
<p>Czesław Bielecki, fot. Maksymilian Rigamonti 4</p>/Dziennik Gazeta Prawna
Opozycja przez ostatnie pięć lat nawet nie zrozumiała, dlaczego przegrała. Nie dotarła do niej przykra prawda o demokracji, że każdy głos liczy się tak samo - mówi w rozmowie z Magdaleną Rigamonti Czesław Bielecki, architekt, publicysta, działacz opozycji w PRL, poseł na Sejm III kadencji, jeden z inicjatorów Projektu Konsens.

Mamy trzy kaczory. Piękne. Żona wypatrzyła je gdzieś w internecie. To hinduska rasa, która zjada wstrętne ślimaki bez skorup. Te, które zżerają kwiaty i warzywa. Cóż panią sprowadza w moje strony?

Czyli pan pyta, ja odpowiadam?

Proszę pytać.

Zdążył pan poprawić projekt Muzeum Bitwy Warszawskiej?

Padła pani ofiarą dezinformacji mediów. Projekt został istotnie zmniejszony i rozwiązaliśmy parę znaczących problemów technicznych i społecznych, by możliwa była jego realizacja. To nie poprawianie, tylko ewolucja według wytycznych inwestora. Cała dokumentacja wykonawcza, 14 tomów, została już mu przekazana. Ma prawomocne pozwolenie na budowę Muzeum Bitwy Warszawskiej i budowa ruszyła. Materializacja idei w architekturze jest bardziej skomplikowana, niż mówią w mediach.

Staram się rozumieć ten trud.

Przy dzisiejszym realizmie komputerowych prezentacji to, czy coś ma w naturze 100 metrów wysokości, czy 70, dla profanów wydaje się tym samym. Nasze Maszty Stulecia obniżyliśmy o jedną trzecią. Wtedy ich koszt spadł dwukrotnie. A i tak będą najwyższymi masztami flagowymi w Polsce.

Panie... No właśnie, jak się powinnam do pana zwracać? Panie pośle, panie doktorze?

Może być "panie inżynierze". Tak mówili do mnie Herbert i Szpotański.

Panie inżynierze, jest polityka, politycy, rozmowy, ugadania.

Ugadania? Co za słowo! Jako profesjonaliści znamy inne: uzgodnienia. Może wpłynie pani na to, żeby zlikwidowano część z nich? Służą tylko blokadom i biurokracji. Kiedy wygrałem konkurs na budynek telewizji publicznej, budując go, przeżyłem chyba 10 prezesów TVP. W takiej sytuacji warto zadać sobie pytanie, za co bierze odpowiedzialność inwestor, a jaką ponosi projektant.

Pan?

Taka jest cecha tego zawodu, że za finalny efekt – piękno czy brzydotę – odpowiedzialność ponosi projektant, póki jest gotów uczestniczyć w procesie budowy. Zawsze też jest tak, że po drodze trzeba przejść ileś zmian i adaptacji. Najważniejsze jest jednak to, żeby ta główna, inicjalna idea projektu ocalała.

Budynek TVP, ta idea, został uznany ponad 10 lat temu za Makabryłę (antynagroda architektoniczna przyznawana przez portal Bryla.pl – red.).

Nawet wiem, kto za tym stał, kto ten hejt nakręcił. Projektant postmodernistycznego kościoła nieopodal, na Woronicza. No, ale mniejsza z tym. Mnie wystarczy, że idea Wieży Babel jako symbolu mediów była pozytywnie oceniona przez brytyjskiego architekta Josepha Rykwerta, szwajcarskiego – François Mentha i paru innych. Nie uważam, że architekt powinien bronić swojej pracy, mówiąc: chciałem zrobić to i to. Nie chcę być sędzią własnych projektów. Budynek TVP, projekt z 1997 r., jest teraz w czyśćcu. Zobaczymy, czy przetrwa. Są jego zwolennicy, są przeciwnicy. Szkoda, że iluś rodzimych krytyków nie pyta wprost: jakim prawem śmiałeś zrobić coś autorskiego, własnego, a nie tylko repetycję tego, co widać wokół w dowolnym kraju. Nowatorskie i kontrowersyjne projekty w Polsce może robić Liebeskind czy Foster, ale już nie ktoś stąd. Zasadą współczesnej polskiej architektury jest déjà vu, oryginalność z drugiej ręki. Widzimy coś na świecie i dopiero wtedy to może u nas być powielane. Są projekty, które potwornie denerwują niektórych tylko dlatego, że inni śmieli je wymyślić. Ta agresja ma także aspekty administracyjne, zawodowe i polityczne. Dlatego proszę spojrzeć na to moje miejsce na ziemi, na ogród, który sam formuję. Tu jestem u siebie, wolny od namiętności rodaków. Proszę traktować ten komentarz poważnie. Zbyt często żyjemy w Polsce, czyli nigdzie.

Mam wrażenie, że to pan mnie nie traktuje poważnie, do tego emocje, nerwy.

Nerwy? W naszym życiu publicznym jest wiele mistrzowskiego zarządzania emocjami, ale na ogół w złych sprawach. Niektórym się wydaje, że mówienie, pisanie, dywagowanie to jest uprawianie polityki. Uważam, że ani w projektowaniu, ani w polityce nie wolno postulować pod własnym adresem. Na przykład mówić: trzeba, żeby to było ze sobą skoordynowane. Albo: dobrze, żeby ludzie się w tym wnętrzu dobrze czuli. To są frazesy. Istotne jest, czy ludzie będą faktycznie się dobrze czuli i czy budowana przestrzeń wytrzyma bieg wydarzeń, różne zarządy, użytkowania, czy da się przerabiać i przemodelowywać.

Bez polityków, bez ich poparcia nie zrobiłby pan Muzeum Bitwy Warszawskiej. Gdyby nie poszedł pan do Jarosława Kaczyńskiego, nie przekonał go, muzeum pana autorstwa w takim kształcie, jak zakłada obecny projekt, by nie powstało.

W demokratycznym i wolnym państwie główne decyzje powinni podejmować politycy, którzy z mandatu wyborców pełnią swoją funkcję. Na przykład samorządy zapominają, że i na nich ciąży odpowiedzialność za działania i zaniechania. Że reprezentują państwo, a nie tylko swoich wyborców. Tak, w pewnym momencie podjąłem ryzyko i stwierdziłem, że założenia, które miało Muzeum Wojska Polskiego dotyczące Muzeum Bitwy Warszawskiej, są niepotrzebnie aż tak rozbuchane. Że to blokuje realizację. Od początku uważałem, że pola bitwy w Ossowie nie trzeba memoryzować wielkością budynku, lecz skupić się na zachowaniu skali krajobrazowej.

I poszedł pan do prezesa Kaczyńskiego, by go o tym przekonać?

Oczywiście. Natychmiast zrozumiał sens tych zmian. Szkoda, że wcześniej inni nie byli na nie gotowi. Podobnie można było już ponad trzy lata temu wybrać z trzech projektów, które leżały na stole, drogę myślenia i koncepcję. Muzeum już stałoby na rocznicę Bitwy. Przecież walki o jej uczczenie – choćby z władzami Warszawy – trwają dłużej niż cała wojna polsko-bolszewicka.

Decydenci mają wyobraźnię? Pytam o Antoniego Macierewicza, Jarosława Kaczyńskiego, o tych, którzy zdecydowali, że powstanie Muzeum Bitwy Warszawskiej.

Finał należał do ministra Błaszczaka. I autorytetów wspierających ideę upamiętnienia zwycięstwa roku 1920: Zofii Romaszewskiej, Andrzeja Nowaka, Jana K. Kelusa. Michał Lorenc ofiarował swoją muzykę, Stefan Assanowicz doświadczenie inżynierskie, Jan E. Rościszewski i Mary Lystad-Radwańska rady menedżerskie. Wszyscy, którzy mnie wspierali, wspomagali wyobraźnię decydentów, by doprowadzić do punktu, w którym jesteśmy. Upór architekta nie wystarczy. Cieszę się, że wygrało zrozumienie ducha miejsca, w jaki sposób ma działać na ludzi. Uważam, że to jest właśnie istota zawodu architekta. Przekonać do takiej, a nie innej materializacji idei. Być elastycznym, ale bez rezygnacji z tego, co najważniejsze: piękna, które budzi emocje. Rozpiętość między tym, co pani tu widzi na rysunku, a tym, co powstanie, jest ogromna. I tę rozpiętość wyznacza wyobraźnia decydentów, procedury biurokratyczne, dziesiątki problemów technicznych. Dzieł architektonicznych nie schowa się za szafę.

CZYTAJ WIĘCEJ W WEEKENDOWYM "DZIENNIKU GAZECIE PRAWNEJ">>>

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło Dziennik Gazeta Prawna
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj