Najpierw podjęliśmy badania dotyczące uzależnień i narkomanii wśród dorosłych. Ze zdziwieniem odkryliśmy, że największy przyrost tego rodzaju zachowań występuje u młodych pracowników korporacji, tzw. yuppies. Zastanowiło nas, skąd się takie zachowania biorą akurat w korporacjach, wśród ludzi z wyższym wykształceniem? Zwłaszcza że moje obserwacje z Zachodu nie potwierdzały, by tam było to normą.
Przede wszystkim uderzyło nas, że 30-, 40-latkowie są zdolni do ogromnego wysiłku intelektualnego. Zaskoczyło nas, jak wiele potrafią zrobić dla sukcesu. I jak ogromne koszty płacą za branie
udziału w wyścigu szczurów.
Dla osiągnięcia awansu zawodowego są zdolni pracować w skrajnym obciążeniu psychofizycznym, bez narzekania, przenosić się z miasta do miasta i żyć w rozłące z rodziną. Wiedzą bowiem,
że sukces osiągną albo teraz, albo nigdy. Jest on wyznacznikiem ich celów, chęci pokazania siebie. Nie uwzględniają takiej kategorii jak zdrowie psychofizyczne. Są w stanie znosić różne
zachowania szefów, pracować ponad siły, by jak najszybciej zdobyć pożądaną pozycję społeczną i standard życia. Mieć odpowiednie mieszkanie w odpowiedniej dzielnicy, plazmę, dobry
samochód, spędzać wakacje w luksusowych warunkach. Jeśli mają hobby, to w rodzaju windsurfingu. Te wszystkie elementy świadczą bowiem, że dana osoba przynależy do środowiska.
Często są to osoby z małych miasteczek czy wsi, które wyrwały się do dużego miasta i za wszelką cenę pragną odnieść sukces. Dlatego pną się po szczeblach kariery z determinacją walca:
powoli i skutecznie. Przy tym często chcą się odciąć od swych kulturowych korzeni. Kiedy pytam taką osobę, skąd jesteś - słyszę, że na przykład z Gdańska. Dopiero po bardziej
dociekliwej rozmowie dowiaduję się, że nie z Gdańska, tylko z małej miejscowości spod Gdańska, ale ona woli o tym nie pamiętać. Myślę, że ci ludzie są "ofiarami"
marzeń o "wielkim mieście", czyli o czymś, co jeszcze niedawno wydawało im się nieosiągalne. To wielkie miasto tworzy dla nich szansę rozwoju, zaprezentowania swych
talentów. Stwarza im możliwość życia z nowymi "korzeniami". Ich kulturowym idolem są bohaterowie "Magdy M.". Ale trzeba pamiętać, że zanim trafili do
świata yuppie, wykonali gigantyczną pracę nad sobą. Startowali z dużo gorszej pozycji niż wielkomiejscy rówieśnicy.
Psychofizycznie nie są w stanie tego wytrzymać. Od rana jadą na dopalaczach. Piją, co popadnie: izo, energo, etc., eksperymentują. Nawet nie czytają, na co to jest. Podczas badania wymienili 11
różnych napojów. Niestety wielu eksperymentuje także z narkotykami. Biorą amfetaminę, palą marihuanę - jointy. To dla nich norma i nie widzą w tym nic złego. Miałem okazję obserwować ich
na wyjeździe integracyjnym. To, co tam zobaczyłem, było porażające. Nie wszystkim, ale bardzo wielu osobom zupełnie puszczają hamulce, nie mają żadnych barier wstydu. Po szkoleniu oferowanym
na wyjeździe zaczyna się balanga - uczestnicy piją na umór i uprawiają seks, nieważne czy mają żony, czy mężów. To ich sposób na odreagowanie stresu. Naprawdę zaskoczyło mnie, że
ludzie wykształceni, inteligentni mogą to robić w tak prymitywny sposób. Niestety kobiety w niczym się tu nie różnią od mężczyzn.
Możemy powiedzieć, że 8 - 10 proc. w tej grupie regularnie sięga po narkotyki, leki uspokajające, antydepresyjne, nasenne, dopalacze, alkohol. Świadomie wymieniam to w jednym ciągu, bowiem
nadużywają tych substancji jednocześnie, zamiast próbować odreagować zwolnieniem tempa, sportem albo jakimś hobby.
Pojawiła się u nich moda na chodzenie do psychologów. Często też biorą środki uspokajające. Przy czym zdają sobie sprawę, że prowadzą wyniszczający tryb życia. Na pytanie, kiedy
człowiek przestaje nadawać się do takiej pracy, wszyscy odpowiadali, że około 45 roku życia. Ale nie wpływa to na ich postawy, niczego nie planują, nie próbują zabezpieczyć swej
przyszłości, nierzadko żyją z dnia na dzień. Przyszłość - rozumiana jako wiek "jesieni" - jest enigmatyczną wizją i chyba w ogóle o niej nie myślą. Zagubili się w fast
life, fast car, fast ford, fast sex.
Właściwie nie wiemy, dlaczego. Przede wszystkim to wielka presja środowiska, które akceptuje tylko sukces i coraz wyżej podnosi poprzeczkę. To definiuje zarobki i pozycję. Na tej ścieżce nie
ma się gdzie cofnąć, bo z tyłu gonią następni. Są w pułapce czasu - późno zaczynają pracę i późno kończą. Poza tym żyją w świecie wielkiego brata - kontroluje ich karta
magnetyczna, telefon firmowy, szef, billingi, kontrola e-maili. To "matrix". Takie postępowanie grozi niebezpieczeństwem zaniechania prywatności, intymności, skrajnym
zdeterminowaniem przez pracę.
Korporacja wcale nie musi tak działać. Pracę można zorganizować całkiem inaczej. Umówiliśmy się z kilkoma działami HR w dużych firmach, że zaczniemy ich szkolić w tym zakresie. Chcemy
ich przekonywać, że złudna jest przyjęta przez nich logika kija i marchewki, tzn. że dany pracownik raz może być bohaterem dnia, by w następnym tygodniu zostać najgorszym pracownikiem. Taka
strategia nie zwiększa lojalności emocjonalnej podwładnych wobec firmy.
Należałoby rozważyć wprowadzenie jako elementu umowy pracowniczej, np. zgody na poddawanie się ślinowemu testowi narkotycznemu. Warto też przeszkolić pracowników, by uświadomić im konsekwencje, do jakich mogą prowadzić alkohol, narkotyki, napoje energetyzujące, przygodny seks. Ale kluczowa jest postawa kadry kierowniczej i wyższego szczebla, to ona to toleruje i bardziej lub mniej świadomie kreuje taki model. To oni chcą być liderami rynku.
*prof. dr hab. Mariusz Jędrzejko, pedagog i socjolog, pracownik naukowy Pedagogikum Wyższej Szkoły Pedagogiki Resocjalizacyjnej w Warszawie