Dziennik Gazeta Prawana logo

Horubała o "rankingu urody wdów smoleńskich": To zabieg mający uruchomić wyobraźnię [#RigamontiRazy2]

19 marca 2021, 07:03
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
Andrzej Horubala, fot. Maksymilian Rigamonti
<p>Andrzej Horubała</p>/Dziennik Gazeta Prawna
"Jeśli chodzi o traktowanie tych dni kwietniowych, to chodziło mi o spojrzenie namiętne, liryczne, a nie polityczne. Chciałem ten czas wydrzeć politykom i opowiedzieć to zupełnie inaczej". Z Andrzejem Horubałą rozmawia Magdalena Rigamonti.

Magdalena Rigamonti: „Wdową smoleńską” uderza pan w prawicę, w swoje środowisko, obnaża pan je. W dodatku za pieniądze Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego, za ministerialne stypendium, które pan dostał, żeby napisać tę książkę. 

Andrzej Horubała: Ta rzecz jest pomyślana także jako moja autokompromitacja. To próba wydarcia się z tej opresji, którą jest i katastrofa smoleńska, i bańka, w której przebywamy. 

„Kto w pierwszych dniach po katastrofie nie poczuł lekkiego wiewu erotyzmu na widok prezydenckiej córki w czarnym toczku: chudej, pięknej, z lekko ptasią urodą, urodą szczęśliwie jednak nieodziedziczoną po świętej pamięci ojcu, ten chyba nie był w stu procentach mężczyzną” – to jest ta próba wydarcia?

To jest taka gra. Czytajmy dalej: „Wszystko jak z dawnego fotosu reklamującego papierosy John Player Special, tego z oglądaną od tyłu skrzypaczką, całą na czarno, w pończochach z wyraźnym szwem, idącą ze sztywnym futerałem w ręku przez wieczorny, skropiony letnim deszczem trotuar”. To jest próba przezwyciężenia narodowej tragedii przez literaturę.

Nie rozumiem.

Rozdział zaczyna się słowami: „Katastrofa prezydenckiego samolotu spowodowała niejakie zamieszanie w świecie warszawskich elegantek”. Chodzi o to, żeby to nie politycy trzymali drążki sterujące naszymi emocjami, tylko wola pisarza. To jest wielkie siłowanie się z mitem. Bo co my możemy zrobić z mitem smoleńskim, który jest wtłaczany przez polityków i kreowany na różne sposoby w zależności od odbiorców, od elektoratu? Możemy starać się go przechwycić, powiedzieć: dosyć, niech pisarze się tym zajmą, niech oni narzucą swój punkt widzenia. Jeśli chodzi o traktowanie tych dni kwietniowych, to chodziło mi o spojrzenie namiętne, liryczne, a nie polityczne. Chciałem ten czas wydrzeć politykom i opowiedzieć to zupełnie inaczej.

I dlatego pan zrobił ranking urody wdów smoleńskich?

To zabieg, który ma uruchomić wyobraźnię. To nie jest wdzieranie się w real, tylko raczej...

Nie czuje pan, że przekroczył granice?

W szczerości? Na tym polega stawka tej powieści. Ktoś mi powiedział: „tak w Polsce się nie pisze”, a ja czułem obojętność na to, co się po tym wszystkim wydarzy. Byłem trochę jak Józio z „Ferdydurke”, który wrzuca różne śmieci do kompotu – jemu jest już wszystko jedno, już przekroczył wszelkie bariery.

CAŁY WYWIAD DOSTĘPNY W INTERNETOWYM WYDANIU MAGAZYNU "DZIENNIKA GAZETY PRAWNEJ">>>

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło Dziennik Gazeta Prawna
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj