Dziennik Gazeta Prawana logo

Królowie i Komisarze

3 maja 2009, 12:11
Ten tekst przeczytasz w 4 minuty
Jeśli potrafimy na moment odrzucić ideowe czy estetyczne względy, aby odsłonić nagi polski interes państwowy, to odkryjemy, że jest on wspólny z interesem Unii Komisarzy. Tego nie chce rozumieć nie tylko Jarosław Kaczyński. W ogóle mało kto w Polsce chce to rozumieć - pisze w DZIENNIKU Jan Rokita

Kłopot w tym, że w Unii Europejskiej są dwie unie: Unia Królów i Unia Komisarzy. I to – nie tylko w Polsce – bywa źródłem politycznego mętliku i ideowego rozgardiaszu.

U początków wspólnoty ojciec założyciel Jean Monet dowodził, że Europy nigdy wcześniej nie było. Zgromadzeni na europejskim konklawe władcy nigdy bowiem nie tworzyli i nie mogli tworzyć jednej Europy. „Zatem Europę – mówił Monet – ktoś dopiero musi powołać do życia”. Było jasne, że nikt tego nie uczyni wbrew europejskim władcom ani obok nich. Dlatego powstała Unia Królów. Ale zgodnie z logiką Moneta – obok Unii Królów, którzy trzymają realną władzę, ale nie są w stanie stworzyć Europy, wymyślono Unię Komisarzy, którzy mają stwarzać Europę, nie trzymając realnej władzy. I tak od pół wieku toczy się ów niezwykły, na poły paradoksalny projekt. A Polska właśnie ma w nim już swoich pierwszych pięć lat. Tylko zaślepieni eurofanatycy mogą dziś bronić tezy, że w Unii Królów obowiązuje poczucie solidarności albo wspólnoty. Resztki tego poczucia rozsypały się tam wraz z odejściem zasłużonego duumwiratu Kohl – Mitterrand. Dziś nikt tu nie zwykł poświęcać swoich interesów dla drugiego. Unia Królów nie aż tak bardzo różni się od jakiegoś Świętego Przymierza albo Ligi Narodów. Zgodnie z maksymą „do ut des” handluje się tu interesami. Wygrywa, kto twardy, asertywny i szczwany.

(Jak w ogóle można mieć sympatię dla komisarzy!). Nie wiadomo, kogo reprezentuje i przed kim odpowiada. Budzi powszechną irytację technokratycznym podejściem, tak często sprawiającym wrażenie oderwania od realnego życia. W Polsce sprawa stoczni pokazała to wyraźnie. Zarzuca się jej, że jest elitarna i nie znosi odstępstw od urzędowego euroentuzjazmu. Że ma „kłopoty hydrauliczne”, bo bez sensu wyciekają z niej marnotrawione pieniądze.

Unia Królów może dla nas jedynie miejscem do załatwiania własnych interesów. Tak bowiem na jej forach postępują wszyscy, a najbezwzględniej czynią tak najsilniejsi. Tego czasem nie rozumieją dość jasno Tusk i jego euroentuzjaści. Ale znacznie poważniejszy problem jest między Polską a Unią Komisarzy.

Bruksela pragnie ograniczenia wpływów Berlina i Paryża, chce w pełni wolnego i konkurencyjnego europejskiego rynku, nie lubi osi Niemcy – Rosja ani Unia – Rosja. Na dodatek dla poszerzenia własnej władzy potrzebuje większego budżetu Unii i nowych unijnych polityk. Politycznym sensem polskiego uczestnictwa w Unii winna więc być trwała oś Warszawa – Bruksela.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj