Nigdy dotąd minister nauki tak pieczołowicie i jawnie nie pilnował parlamentu, aby ten obciął dochody jakiegoś uniwersytetu. Środowe zabiegi minister Kudryckiej w senacie pokazują kompletnie absurdalny na pierwszy rzut oka fakt, iż dla rządu kwestią prestiżową stało się nagle zablokowanie wspieranej jeszcze przed chwilą budowy gmachów chemii i geologii na kampusie uniwersyteckim w Krakowie.
Kto chce psa uderzyć, ten kij znajdzie: wystarczyło wykorzystać znane od dawna animozje i zawiści pomiędzy państwowymi uczelniami. Ale choćby polityczna poprawność nie pozwala przyznać, iż UJ ostatnio po prostu wypadł z łask, nikt znów nie stara się przesadnie ukrywać tego faktu. Kudrycka po swej akcji w senacie mówiła dziennikarzom coś kompletnie bez ładu i składu („zastanawiamy się tylko, gdzie znaleźć środki”), zaś rektor Musioł pytany wprost, czy chodzi o pracę Zyzaka – zaprzeczał z ujmującym swą tajemniczością uśmiechem. Ot, gra pozorów. Ale taka, by wszyscy naprawdę rozumieli.
Dwie przyczyny stanowią o wyjątkowości przypadku. Najpierw ta, że chodzi o uczelnię z legendą i autorytetem. Nic dziwnego, że ledwie Kudrycka zdążyła opuścić senat, PiS już ogłosiło z patosem „koniec wolnych badań naukowych”, a poseł Paweł Kowal zręcznie siał zamieszanie w PO, po nazwisku apelując do absolwentów UJ: Gowina, Sepioła i Grasia, o nieposłuszeństwo wobec rządu.
Jest pewna istotna – także polityczna – różnica pomiędzy rektorem Karolem Musiołem a Antonim Macierewiczem. Trudno zatem pojąć, w jakim celu rząd ostatnio buduje sobie w Krakowie solidną antypeowiacką twierdzę.
Niegdyś Machiavelli zachwycał się absolutnym pod tym względem talentem i wyczuciem Wawrzyńca Medyceusza, który zwie się „Wspaniałym” głównie z racji opanowania tego właśnie kunsztu. Nie należy mieć złudzeń. Od czasu medycejskiej Florencji polityka nie zmieniła się zasadniczo. Pamiętam dobrze, jak w 1994 roku, pod rządami premiera Pawlaka, po raz pierwszy spotkałem radnych małej gminy plujących sobie w brodę, że nie wybrali – choć mogli – wójta z PSL i przez to stracili oczyszczalnię ścieków. Potem podobnych przypadków obserwowałem dziesiątki.
Nie można wprawdzie zaakceptować, ale można zrozumieć, dlaczego Tusk chciał pokazać właściwe miejsce prezydentowi Wrocławia Rafałowi Dutkiewiczowi. Niełaska Wrocławia ma swe źródło w chęci osłabienia potencjalnego rywala do władzy. Ale niełaska Krakowa robi raczej wrażenie kaprysu władzy, która z dziecinną zawziętością musi pokazać, że postawi na swoim.