Posiedzenie rady zostało zwołane w związku z publikacją kontrowersyjnej biografii Lecha Wałęsy autorstwa Pawła Zyzaka. Praca magisterska młodego historyka UJ, który po studiach dostał etat w krakowskim oddziale IPN, wywołała polityczną burzę. Po publikacji, w której znalazły się m.in. oparte na anonimowych źródłach informacje dotyczące młodzieńczych lat Lecha Wałęsy, wróciła dyskusja na temat likwidacji IPN.

Reklama

>>>Michnik ostro krytykuje książkę Zyzaka

Posiedzenie rady odbywało się za zamkniętymi drzwiami. Nam jednak udało się odtworzyć jej przebieg. Sprawa książki Zyzaka miała być ostatnim punktem posiedzenia i nic nie wskazywało, że zakończy się zaskakującym stanowiskiem. Zaczęło się od wyjaśnień promotora Zyzaka. Profesor Andrzej Nowak tłumaczył, że od strony formalnej nie było żadnych uchybień przy obronie magisterium. Praca została złożona w terminie, zrecenzowana i obroniona. To, że potem wydano na jej postawie książkę, która wywołała burzę, w ogóle nie powinno być zmartwieniem uczelni.

Ale nie wszyscy zgodzili się z tą opinią. Dziekan Andrzej Banach zaproponował przyjęcie stanowiska. Po pierwsze - uczelnia zdystansuje się od książki. Ale to nie wszystko. Zdaniem profesora od tej pory na uniwersytecie nie powinny powstawać prace o osobach żyjących, a tematy trzeba "dostosować do możliwości intelektualnych studentów". Większość uczestników posiedzenia zgodziła się, że sprawę Zyzaka trzeba czym prędzej zakończyć. Tylko wtedy na uczelnię wróci spokój.

Na stronie internetowej Uniwersytet Jagielloński zamieścił oficjalny komunikat. "Dostrzegamy potrzebę rozważnego dostosowywania wyboru tematów i zakresu prac dyplomowych do stopnia dojrzałości naukowej studenta, w szczególności w odniesieniu do zagadnień z najnowszej historii i zasad posługiwania się metodami badań historycznych" - czytamy w oświadczeniu.

"Żaden naukowiec nie będzie miał wątpliwości, co to oznacza" - zapewnia Michał Skoczylas, który podczas obrad rady reprezentował samorząd studencki. Jego zdaniem to koniec z kontrowersyjnymi tematami w pracach magisterskich. "My się z tym zgadzamy, bo przekonaliśmy się, że to nie sprzyja spokojowi uczelni i studentów" - mówi.

>>>UJ otrzyma dotację wbrew rządowi

Minister nauki Barbara Kudrycka nie kryła zadowolenia. To właśnie ona chciała wysłać na uczelnię nadzwyczajną kontrolę komisji akredytacyjnej. Ostatecznie po fali krytyki zrezygnowała z tego pomysłu, tłumacząc, że oczekuje działań naprawczych. "Rada przyjęła odpowiedzialną uchwałę" - oświadczyła.

Co innego jednak mówią historycy. Prof. Wojciech Roszkowski: "To dziwne i niepotrzebne stanowisko. Przyjęte wbrew autonomii uczelni i pod wpływem politycznych nacisków. Ogranicza wolność badań. Promotorzy będą się bać prowadzenia prac z historii najnowszej" - komentuje.

Także dr Jacek Przygodzki, historyk z Uniwersytetu Wrocławskiego, jest zdania, że magistrant ma prawo do podejmowania tematów z historii najnowszej, a promotor nie powinien mu tego odmawiać. "Ja mam grubą skórę i takim stanowiskiem w ogóle bym się nie przejął. Ale może teraz UJ będzie chciał być świętszy od papieża".

p

Iwona Dudzik: Uniwersytet Jagielloński nałożył sobie kaganiec?
Prof. Andrzej Paczkowski*:
Historyk powinien pisać biografię osoby, gdy ona umrze. Dopóki żyje, mogą dojść do jej życiorysu nowe ważne fakty. Nie rozumiem natomiast, na czym ma polegać postulat lepszego dostosowania tematu do możliwości intelektualnych studenta. Przeczytałem książkę Zyzaka i uważam, że włożył w nią nieprawdopodobnie dużo pracy. Ale problem nie w jego pracowitości czy IQ, tylko w tym, że praca napisana była w celu obrony pewnej tezy. A tego nie da się rozwiązać żadnym zarządzeniem czy dyrektywą.

Ale jak teraz naukowcy mają badać historię najnowszą, gdy UJ narzuca im ograniczenia?
Rada Wydziału nie powiedziała, że nie wolno pewnych tematów podejmować, tylko, że zalecana jest ostrożność. A historyk zawsze musi pamiętać, że gdy dotyka materii żywej, musi być ostrożny chociażby z powodu przepisów prawa. Co nie oznacza, że nie wolno mu tematów z historii najnowszej podejmować w ogóle.

Jeśli to takie oczywiste, to po co uchwała rady wydziału?
Bo taką hecę zrobiono wokół książki, domagano się od uczelni zajęcia stanowiska. Jeśli koledzy z UJ posłuchają Rady Wydziału i będą ostrożni, będą starali się dobrze weryfikować źródła, to tylko na tym skorzystają. Już na pierwszym roku uczy się, że trzeba oddzielać emocje i własne poglądy od faktów. Bardzo źle by sie stało, gdyby Zyzakowi odebrano dyplom. Ale w tym wypadku chodzi o rzetelność, a nie autocenzurę.

Czyli Salomonowe wyjście, bo wszyscy, włącznie z minister Kudrycką, się cieszą?
Ja się nie cieszę. Atak na Uniwersytet Jagielloński był kuriozalny, a to tylko próba wybrnięcia z tej fatalnej sytuacji.

Reklama

Andrzej Paczkowski - historyk, szef kolegium IPN