Dziennik Gazeta Prawana logo

Prezydent próbuje postawić się ponad konstytucją

29 listopada 2007, 01:31
Ten tekst przeczytasz w 3 minuty
Monika Olejnik, publicystka Radia ZET i TVN 24 dla DZIENNIKA
Monika Olejnik, publicystka Radia ZET i TVN 24 dla DZIENNIKA/Inne
Rośnie napięcie między premierem Tuskiem a prezydentem Kaczyńskim. Kancelaria głowy państwa co i rusz "wyraża zdumienie" kolejnymi deklaracjami rządu: a to o odblokowaniu starań Moskwy o przyjęcie do OECD, a to o wyprowadzeniu polskich wojsk z Iraku czy uzawodowieniu armii. Wypada żałować, że panowie po prostu się nie spotkają i nie wyjaśnią swoich stanowisk - pisze w DZIENNIKU publicystka Radia ZET i TVN24 Monika Olejnik.

Donald Tusk wszystkim, którzy wątpili w jego stanowczość, udowodnił, że jest politykiem twardym. Wczoraj zdecydowanie oświadczył, że polityka zagraniczna jest domeną rządu, a nie prezydenta, i nie pozostawił Lechowi Kaczyńskiemu żadnych złudzeń w tej mierze. Głowa państwa reprezentuje Polskę na zewnątrz i… to wszystko. Prezydent, nawet jeśli nie pogodzi się z taką interpretacją konstytucyjnych kompetencji, musi ten spór przegrać. I chyba sam już o tym wie.

Kilka tygodni temu przy pierwszych lekkich spięciach jego kancelaria ogłosiła, że zwróciła się do ekspertów z pytaniem o konstytucyjne umocowanie roli prezydenta i premiera, zwłaszcza w sprawach obrony narodowej i dyplomacji. Prawdopodobnie eksperci nie stanęli na wysokości zadania, skoro wczoraj dowiedzieliśmy się, że prezydent zamierza szukać odpowiedzi w Trybunale Konstytucyjnym. Świadczy to o wielkiej determinacji Pałacu Prezydenckiego, zważywszy, że jeszcze niedawno Lech Kaczyński odsądzał sędziów Trybunału od czci i wiary, odmawiając im kompetencji do decydowania o najważniejszych sprawach w kraju. Teraz sam przyznał im kompetencję do rozstrzygnięcia, kto w Polsce rządzi: prezydent czy premier. Obawiam się, że odpowiedź sędziów może go rozczarować. Konstytucja nie pozostawia w tej sprawie żadnych wątpliwości.

Ale niemile zaskakuje też premier Donald Tusk, któremu przecież nic by się nie stało, gdyby konsultował z prezydentem Kaczyńskim swoje najważniejsze decyzje w polityce zagranicznej. Nie rozumiem, dlaczego nie mógłby głowy państwa przynajmniej uprzedzić na przykład o zmianie kursu w sprawie przystąpienia Rosji do OECD.

Przyznaję, że żaden z panów nie ułatwia nam oceny postępujących po sobie zdarzeń. Nie wiemy, dlaczego prezydent nie ma kontaktu z rządem: czy premier albo ministrowie dzwonią z prośbą o rozmowę? Czy prezydent ich do siebie zaprasza? Czy jeśli proszą o spotkanie, zostają przyjęci? A jeśli zostają zaproszeni, czy zaproszenie przyjmują? Zastanawiać musi chociażby zaskoczenie prezydenta po ogłoszeniu wyjścia Polski z Iraku - ta zapowiedź padła już w expose premiera, wydaje się więc, że wcześniej jakieś konsultacje musiały mieć miejsce.

Można odnieść wrażenie, że eskalacja napięcia między oboma kluczowymi ośrodkami władzy w państwie miała początek właśnie w Pałacu Prezydenckim: najpierw brak gratulacji dla zwycięzcy wyborów, później wręczenie premierowskiej nominacji trwające kilkadziesiąt sekund. Drobne gesty na początku mogły przełamać lody. Kiedy ich zabrakło, problemy zaczęły się nawarstwiać.

Prezydent Kaczyński powinien jak najszybciej przywyknąć do nowej sytuacji. Po dwóch latach stracił rolę "wielkiego kadrowego" - jak go nazwał Piotr Zaremba - i nie ma już wpływu na przykład na obsadę spółek Skarbu Państwa. Prezydent nie ma kompetencji personalnych w polityce wewnętrznej i musi zdać sobie z tego sprawę. Mam nadzieję, że się nie obrazi na rzeczywistość: konstytucję, rząd i społeczeństwo, które wybrało taki, a nie inny Sejm. Wierzę, że utrata niektórych wpływów nie skłoni go do nadużywania tych, które jeszcze mu zostały: przede wszystkim weta do ustaw. Fatalnie by się stało, gdyby prezydenckie ego okazało się ważniejsze niż dobro państwa i obywateli. Choć z góry można założyć, że w niektórych przypadkach prezydent będzie miał rację.

Na szczęście dzisiejsze przepychanki na linii prezydent - premier nie są niczym niepokojącym. Gdzież im do "wojny na górze" za prezydentury Lecha Wałęsy! Czy sporów Jerzego Buzka z Aleksandrem Kwaśniewskim, a później "szorstkiej przyjaźni" premiera z SLD z prezydentem z SLD. Polska nie jest wszak tortem czekoladowym, w którym wszystko musi być słodkie i ubite na gładko. Napięcia i kłótnie są naturą demokracji - wypada się tylko cieszyć, że nie mamy królowej.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj