W najbliższy piątek Rada UE podda pod głosowanie umowę z krajami Mercosur (Brazylią, Argentyną, Paragwajem i Urugwajem). Dokument zakłada zniesienie barier handlowych, co otworzy europejski rynek na tanią żywność z Ameryki Południowej. Polski minister rolnictwa, Stefan Krajewski, deklaruje sprzeciw Warszawy. Aby jednak zablokować umowę, Polska potrzebuje sojuszników. Obecnie układ sił wygląda następująco:

  • Przeciw: Polska, Francja, Węgry.
  • Wielka niewiadoma: Włochy.

Jeśli Włosi dołączą do przeciwników, powstanie tzw. mniejszość blokująca (minimum 4 państwa reprezentujące 35 proc. ludności UE). W przeciwnym razie Bruksela przyjmie umowę, a rolnikom pozostaną jedynie klauzule ochronne.

Żądania rolników

Sławomir Izdebski, przewodniczący OPZZ Rolników, podkreśla, że umowa z Mercosurem to tylko wierzchołek góry lodowej. Rolnicy zarzucają resortowi rolnictwa bezczynność w kluczowych obszarach. Ich główne postulaty to:

Reklama
  • Odbudowa hodowli: Uruchomienie programu „Locha plus”.
  • Walka z ASF: Reforma gospodarki łowieckiej.
  • Inwestycje bez biurokracji: Możliwość budowy magazynów powyżej 300 m² bez pozwolenia.
  • Ochrona produkcji: Ustawa gwarantująca, że na wsi „może śmierdzieć i się kurzyć”, by sąsiedzi nie blokowali budowy obór.
  • Tanie kredyty: Dostęp do długoterminowego finansowania na wzór zachodni.

Konflikt na linii rolnicy – ministerstwo

Atmosfera między protestującymi a rządem jest gęsta. Izdebski ostro krytykuje ministra Stefana Krajewskiego, zarzucając mu brak konsultacji przy programie "Aktywny rolnik". Protestujący zapowiadają, że w piątek będą chcieli spotkać się wyłącznie z premierem Tuskiem, omijając kierownictwo resortu rolnictwa. Ministerstwo z kolei odbija piłeczkę. Rzeczniczka resortu twierdzi, że to rolnicy do tej pory unikali rozmów z ministrem, ale każda prośba o spotkanie zostanie przeanalizowana.

Bruksela kusi pieniędzmi

W tle sporów przewodnicząca Komisji Europejskiej, Ursula von der Leyen, próbuje udobruchać europejską wieś. Zaproponowała, aby po 2028 roku rolnicy zyskali dostęp do 45 mld euro z unijnego budżetu w ramach przyspieszonych procedur. Ponadto 10 proc. funduszy regionalnych miałoby trafiać bezpośrednio na inwestycje na obszarach wiejskich. Dla protestujących w Warszawie to jednak odległe obietnice, które nie rozwiązują dzisiejszych problemów.