W poniedziałek prokurator Wojciech Tomkiel odczytał akt oskarżenia, ale na sali rozpraw zabrakło głównych bohaterek skandalu. Ani Agnieszka Glapiak, ani współoskarżona Jolanta L. (była dyrektor departamentu administracyjnego MON) nie pojawiły się w sądzie.
Proces ruszył z opóźnieniem, ponieważ obrońcy próbowali wcześniej odsunąć sędziego Krzysztofa Ptasiewicza od sprawy. Sąd jednak odrzucił ten wniosek, podobnie jak prośbę o utajnienie procesu. Kolejne starcie na sali sądowej zaplanowano na 9 marca.
Prezent dla delegacji, który trafił do prywatnej szuflady
Śledztwo dotyczy wydarzeń z listopada 2023 roku. Według prokuratury Jolanta L. kupiła za pieniądze resortu luksusowy zegarek Longines La Grande Classique o wartości 5,1 tys. zł. Oficjalnie przedmiot miał być prezentem dla zagranicznej delegacji odwiedzającej polskie ministerstwo. Prokuratura twierdzi jednak, że był to tylko podstęp. Zegarek miała otrzymać Agnieszka Glapiak w celu osiągnięcia korzyści majątkowej. Funkcjonariusze odnaleźli i zabezpieczyli czasomierz podczas przeszukania w domu urzędniczki.
"To atak polityczny"
Agnieszka Glapiak stanowczo odpiera zarzuty. W wydanym oświadczeniu nazwała działania prokuratury absurdalnymi i motywowanymi politycznie. Jej zdaniem proces ma uderzyć w Krajową Radę Radiofonii i Telewizji, którą postrzega jako instytucję niezależną od obecnego rządu. Oskarżona twierdzi, że przez rok doradzała w MON bez pobierania wynagrodzenia. Uważa oskarżenia za bezpodstawne i krzywdzące. Sprzeciwia się działaniom Prokuratury Okręgowej w Warszawie.
Tomczyk kontra Glapiak
Wiceszef MON Cezary Tomczyk wielokrotnie nagłaśniał tę aferę w mediach, co skłoniło Glapiak do wytoczenia mu sprawy o naruszenie dóbr osobistych. Urzędniczka domagała się uchylenia mu immunitetu, by móc go pozwać. Jednak 23 stycznia Sejm stanął murem za wiceministrem. Posłowie odrzucili wniosek o uchylenie immunitetu Tomczykowi, uznając jego działania za zgodne z funkcją publiczną polegającą na ujawnianiu nieprawidłowości.