Debaty, z udziałem europosłów Patryka Jakiego i Tobiasza Bocheńskiego oraz posła Przemysława Czarnka, miały odbywać się na uczelniach wyższych.
Odmowa ze strony Uniwersytetu
Uniwersytet Wrocławski nie zgodził się jednak na wynajem politykom PiS swoich przestrzeni.
Rzeczniczka tej uczelni Katarzyna Górowicz-Maćkiewicz w rozmowie z PAP przekazała, że pomysłodawcy debat "Zmień nasze zdanie" nie mieli podpisanej z uczelnią żadnej wiążącej umowy dotyczącej wynajmu sali w Bibliotece Uniwersyteckiej. Patryk Jaki wcześniej informował, że właśnie tam miała odbyć się we wtorek debata z jego udziałem. Władze wrocławskiej uczelni podkreśliły, że uniwersytet kieruje się "zasadą bezstronności i neutralności politycznej uczelni", która ma chronić uczelnię przed wykorzystaniem jej do celów politycznych.
Politycy PiS zorganizowali więc debatę w bliskim sąsiedztwie Biblioteki Uniwersyteckiej, ale nie na jej terenie.
Jaki: Program SAFE to zdrada Polski
Jednym z tematów podnoszonych przez Jakiego i Bocheńskiego był program SAFE. Jaki "postawił tezę", że program SAFE jest "niekorzystny dla Polski i jest zdradą Polski". Wskazywał, że zakup uzbrojenia powinien być finansowany z krajowych obligacji, a niej euroobligacji. Drugą kwestią jest to, że z programu SAFE będzie można kupić, w 80 proc., uzbrojenie produkowane tylko na terenie UE, a na terenach UE nie zawsze produkowany jest najlepszy sprzęt wojskowy. Biorąc samodzielnie pożyczkę możemy kupić co chcemy, również sprzęt z USA – argumentował europoseł.
Według niego, zagrożeniem dla otrzymania funduszy z programu SAFE jest mechanizm warunkowości. Oni (administracja unijna – PAP) będą mogli zablokować te pieniądze kiedy będą chcieli, pod byle pretekstem, wystarczy, że w Polsce zmieni się władza – ocenił Jaki, pytając uczestników spotkania, czy ktoś "chce zmienić jego zdanie".
Starcie studentów z posłami PiS
Szybko zgłosili się studenci, którzy nie zgodzili się z argumentacją europosła PiS. Jeden z nich wskazał, że to Rada Europejska, a nie Komisja Europejska w ramach mechanizmu warunkowości będzie podejmowała decyzję o wstrzymaniu pieniędzy z programu SAFE. Rada Europejska ma inną strukturę i zupełnie inaczej funkcjonuje niż Komisja i to ciało nie zablokowało jeszcze nikomu funduszy spójności, oprócz Węgier. Ale tu sytuacja była związana z procederem korupcyjnym – zauważył student. Podkreślił, że w przypadku węgierskiej blokady funduszy chodziło tylko o kwestie ekonomiczne, nie zaś polityczne czy ideologiczne. Zbijał w ten sposób argument Jakiego, że pieniądze na programu SAFE mogą zostać zablokowane w przyszłości, bo "unijni urzędnicy zdecydują, że w Polsce nie ma praworządności, albo nie spodobają się im prawa reprodukcyjne w naszym kraju".
Inni z uczestników debaty pytał polityków PiS, jak Europa ma odbudować swój przemysł obronny kupując uzbrojenie w USA. W dużej perspektywie odbudowa przemysłu obronnego w Europie jest w naszym interesie, ale w krótszej perspektywie musimy zwracać uwagę na to, że Rosja może nas zaatakować i musimy zrobić wszystko co w naszej mocy, by do tego nie doszło – mówił Jaki. Argumentował, że Polska potrzebuje najlepszego sprzętu wojskowego, aby odstraszanie było skuteczne.
Inny wątek krytyki programu SAFE podniósł Bocheński. Śmiem wątpić, że mechanizm SAFE ma na celu pobudzenie przemysłu obronnego w Europie, on ma na celu upasienie pieniędzmi wielkich korporacji: niemieckich i francuskich. Gdyby było inaczej przewodnicząca Komisji Europejskiej Ursula von der Leyen powiedziałaby, że odwołuje Zielony Ład, odwołuje politykę klimatyczną, zdejmuje cały nawis biurokratyczny i podatkowy, wraca do wolności gospodarczej i sprawia, że w Europie firmy znowu zaczynają się rozwijać, a nie uciekają do USA – mówił Bocheński.
"Lista zakupów" z programu SAFE
W ramach unijnego instrumentu SAFE polski rząd będzie mógł skorzystać z ok. 43,7 mld euro w postaci korzystnie oprocentowanych pożyczek i wydać je na inwestycje w obronność. Według deklaracji rządu, ponad 80 proc. pieniędzy ma zostać wydane w polskim przemyśle zbrojeniowym. "Lista zakupów" została przygotowana – jak informuje MON – przez Sztab Generalny Wojska Polskiego i odpowiedzialną za zakupy sprzętu dla wojska Agencję Uzbrojenia.
W swoim wniosku o pieniądze z SAFE, polskie MON zawarło łącznie 139 projektów, na których realizację mają one zostać przeznaczone. Choć lista ta nie jest jeszcze jawna, wiadomo, że obejmować ma najważniejsze produkty polskiej zbrojeniówki, jak przeciwlotnicze wyrzutnie Piorun, wozy bojowe piechoty Borsuk czy armatohaubice Krab; w planach ma być także m.in. zakup tankowców powietrznych produkowanych przez europejski koncern Airbus.
Część projektów ma być realizowana we współpracy z innymi partnerami europejskimi, a także z Ukrainą. Poza zakupami sprzętu wojskowego swój udział w programie mają mieć także inne resorty – jak MSWiA czy resort infrastruktury – na inne wydatki związane z szeroko rozumianym bezpieczeństwem.
Szef MON Władysław Kosiniak-Kamysz podkreślił w środę, że warunkowość w programie SAFE dotyczy rzetelności wydatkowanych środków. Dodał, że podobna zasada warunkowości jest w innych programach europejskich. Zwrócił też uwagę, że ta zasada nigdy nie została użyta wobec Polski i jego zdaniem, nie zostanie użyta.
W piątek w Sejmie odbędzie się głosowanie nad poprawkami Senatu do ustawy wdrażającej program SAFE. Potem ustawa trafi na biurko prezydenta.
"Trudna decyzja" przed prezydentem
Szef KPRP Zbigniew Bogucki mówił we wtorek, że senackie poprawki były "w pewnej mierze omawiane" między Kancelarią Prezydenta i BBN a stroną rządową. Te poprawki miały iść dalej. W tym zakresie nie ma tutaj satysfakcji po stronie pana prezydenta Karola Nawrockiego, bo nie wszystkie poprawki, na które wydawało się byliśmy umówieni, i które nie były kwestionowane, znalazły się w tej ustawie – zaznaczył Bogucki. Jak dodał, poprawki są dobre, ale nie wiadomo, czy zmieniają ostateczny obraz ustawy. Na to będzie musiał odpowiedzieć prezydent, gdy ustawa w ostatecznym kształcie trafi na jego biurko – powiedział. Jak ocenił, to "duże wyzwanie i bardzo trudna decyzja, która stoi przed prezydentem".