Według mnie bon to sprawiedliwszy i sprawniejszy sposób dzielenia pieniędzy. Wiem jednak, że wiąże się z nim wiele zagrożeń.
Ideą bonu jest, by dzielić pieniądze w sposób sprawiedliwy, a to znaczy, że trzeba uwzględniać lokalne uwarunkowania. Wiejskie szkoły powinny dostawać więcej pieniędzy po to, by się
utrzymać, podobnie jak np. szkoły specjalne. Każdy typ szkoły musi mieć inną wysokość bonu. Inaczej bowiem kosztuje kształcenie w szkole podstawowej, inaczej w zawodowej.
Może być odwrotnie. Bon edukacyjny może te różnice zmniejszyć. Szkoły konkurując o ucznia, będą musiały podnosić ofertę nauczania. Te samorządy, które wprowadziły już ten system
finansowania, wskazują, że jakość edukacji podniosła się.
Jest to termin prawdopodobny. Jednak nie chcę przesądzać konkretnej daty, bo konsultacje i przygotowanie przepisów na ich podstawie to proces czasochłonny.
Odebrałam te zapisy w taki sposób, że do młodzieży gimnazjalnej zaczęto podchodzić jak do zjawiska bardzo groźnego. Zjawiska godnego skoszarowania. Mam tu na myśli monitory, kamery, mundury,
iście wojskowy dryl. Tymczasem trzeba na to spojrzeć inaczej. Gimnazjaliści to młodzi ludzie, których zainteresowania się rozwijają. Dlatego ja widzę wsparcie dla gimnazjów poprzez
uatrakcyjnienie ich oferty. Mam na myśli zajęcia pozalekcyjne czy możliwość wybrania dodatkowych ścieżek kształcenia.
Mundurki już pojawiły się w szkołach i nie będę w trakcie roku szkolnego zmieniać czegoś, co już funkcjonuje. Nie będzie natomiast Ośrodków Wsparcia Wychowawczego.
Gimnazja pozostaną, a ich połączenie z liceum jest jedną z metod, która może przynieść pozytywne efekty. Liceum bowiem oferuje rozszerzone programy nauczania wybranych przedmiotów, czyli
moduły rozwijające zainteresowania uczniów.
Warto by dać te same atuty gimnazjum po to, by w liceum mogły być one pogłębiane. Warto też wrócić do reformy ministra Handkego, bo na etapie szkół podstawowych, gdzie została on zrealizowana, przyniosła skutki. Szkoły podstawowe są bezpieczne, przyjazne i atrakcyjne dla dzieci. Przyjrzymy się także programom nauczania, by szkoła gimnazjalna była atrakcyjna. Po za tym praca nad podstawami programowymi ma szczególne znaczenie ze względu na propozycję obniżenia wieku szkolnego do 6 lat. Nie można dzieci sześcioletnich uczyć tego samego co rok starszych.
To będzie jeden z priorytetów mojej działalności. Chcę wspierać rozwój wszelkich form wychowania przedszkolnego.
Mam nadzieję, że tak. Jestem przekonana do tego rozwiązania. Poza tym mamy w tej chwili dobrą sytuację do przeprowadzenia tej zmiany, bo jesteśmy w demograficznym dołku. Obniżenie wieku
szkolnego oznacza bowiem, że w jednym roku do szkoły będą musiały pójść siedmio- i sześciolatki. Oczywiście byłoby to rozłożone na dwa czy trzy lata.
Cieszę się, że do ścisłego kanonu przedmiotów maturalnych wróci matematyka. Bardzo mi zależy na tym, by to promować i efektywniej uczyć matematyki. Od 25 lat nie ma obowiązkowej matematyki
na maturze. Całe pokolenie zostało wychowane w przekonaniu, że można obejść ten obowiązek. Stąd teraz mamy mały odsetek inżynierów czy techników. A miejsc pracy w zawodach technicznych
jest dużo. Dlatego warto bardziej przystępnie uczyć tego przedmiotu, by system edukacyjny dawał wszystkim przynajmniej minimalne, praktyczne umiejętności matematyczne.
W tym roku na pewno nic się nie zmieni. Szkoła potrzebuje spokoju. Ja najgorzej wspominam rok szkolny, w którym trzeba było trzy razy stanąć przed uczniami i opowiadać, że zmieniły się
wymagania maturalne. To nie znaczy jednak, że nie będziemy przyglądać się temu. Jestem jednak przeciwniczką zmieniania czegoś nagle.