Do tej pory każdy prezydent powoływał do RBN najważniejszych urzędników państwowych: premiera, marszałków Sejmu i Senatu oraz szefów MON, MSZ i MSWiA. Lech Kaczyński także przestrzegał tego zwyczaju, z jednym wyjątkiem - miejsce w Radzie przeznaczył także dla brata, prezesa PiS.

"Nie widzę powodów, dla których Jarosław Kaczyński miałby zostać odwołany z Rady" - mówi krótko prezydencki minister Michał Kamiński.

Były pracownik Kancelarii Prezydenta obecność lidera PiS w RBN, która umożliwia dostęp do poufnych informacji, tłumaczy tak: "Jak inaczej bracia mogliby ze sobą rozmawiać? Przecież Lech Kaczyński, przekazując Jarosławowi informacje tajne, łamałby prawo, gdyby brat nie miał do nich dostępu".

Zdaniem wicemarszałka Sejmu Stefana Niesiołowskiego z PO, takie postępowanie to sygnał, że RBN staje się organem PiS, a nie instytucją państwową.

W Radzie zasiadają bowiem także Anna Fotyga, Aleksander Szczygło, Ludwik Dorn i Władysław Stasiak. Nie ma natomiast nikogo z nowego rozdania politycznego.

Czy prezydent zaprosi do tego gremium także Donalda Tuska? - DZIENNIK zapytał Kamińskiego. "W ciągu najbliższych dni żadnych zmian w Radzie nie będzie" - twierdzi minister.

Zaproszenia do RBN po ponownym objęciu funkcji marszałka Senatu nie oczekuje Bogdan Borusewicz, który za mariaż z PO zapłacił wykluczeniem z grona doradców Lecha Kaczyńskiego. "Prezydent ma swobodę w powoływaniu i odwoływaniu członków Rady" - przypomina marszałek. Dodaje jednak, że w jego ocenie Rada zmienia charakter i stała się już tylko "prywatnym zapleczem" prezydenta.