Tym razem rezygnacja z rządowego samolotu jest skomplikowana organizacyjnie. Warszawa nie ma bezpośredniego połączenia z Waszyngtonem, gdzie dojdzie do głównego spotkania tej podróży z prezydentem USA George’em W. Bushem.

"Potwierdzam, że na 99 proc. premier poleci rejsowym samolotem. Od początku zapowiadaliśmy, że tam, gdzie to możliwe, będzie korzystał z rejsowych połączeń - mówi DZIENNIKOWI rzecznika rządu Agnieszka Liszka. Problem w tym, że do tej pory jedynym przykładem takich zagranicznych podróży była wizyta szefa rządu w Brukseli na początku grudnia.

W kancelarii premiera długo nie było przesądzone, czy rzeczywiście ten plan wyjdzie. Trzeba było bowiem upewnić się, czy da się dograć przeloty lokalne amerykańskich linii. Ostatecznie wychodzi na to, że ma się udać. Scenariusz jest taki: 8 marca wieczorem Tusk ma wylądować w Nowym Jorku, nazajutrz spędzi dzień na spotkaniach z tamtejszą Polonią, a następnego dnia wyleci do Waszyngtonu na spotkanie z Bushem i ewentualnie 2 - 3 spotkania z przedstawicielami amerykańskiego establishmentu.

Po co te lotnicze kombinacje? Kancelaria premiera podaje przede wszystkim jeden powód: koszty. - W tym przypadku będzie taniej przynajmniej dwukrotnie - zapewnia Liszka. Rzeczywiście koszt przelotu rządowym Tu-154M mały nie jest: ponad 36 tys. za godzinę. Bilet w klasie biznesowej na przelot Warszawa - Nowy Jork - Waszyngton to koszt 5 - 10 tys. zł. Chęć oszczędności wymusza jednak równocześnie zmniejszenie liczby osób towarzyszących.

"Delegacja będzie z pewnością niewielka. Około 10 osób" - mówi rzeczniczka rządu. Część delegacji będzie siedzieć z premierem, niektórzy będą musieli zadowolić się tańszą klasą ekonomiczną.

"Co prawda koszty są niższe, ale to czysty populizm, oprócz Albanii i Węgier niespotykany w Europie" - krytykuje premiera Tadeusz Iwiński z LiD odpowiedzialny za kontakty międzynarodowe w gabinecie Leszka Millera. Tak lewica, jak i PiS argumentują, że ten populizm może skompromitować cały kraj. Bywa tak, że rozmowy na tak wysokim szczeblu nieoczekiwanie przeciągają się, a rejsowe samoloty latają tylko w określonych godzinach. - Wtedy będziemy szukać jakiegoś wyjścia. Po to z premierem lecą współpracownicy, żeby nad tym czuwać - odpiera zarzuty Liszka.

Doświadczeni politycy mówią o jeszcze jednej komplikacji: to dodatkowa praca dla oficerów BOR. Bezpośrednio przy premierze nikt obcy nie siedzi, ale już w pobliżu, w tej samej klasie tak. Jak w praktyce wygląda taka ochrona? Kancelaria premiera na ten temat milczy, zapewniając jedynie zdawkowo, że szef rządu ma zabezpieczoną odpowiednią ochronę.

Jest jeszcze inny aspekt całej sprawy. Jak się dowiedzieliśmy, znów jeden z dwóch rządowych Tu-154 M za 5 dni leci do Rosji na przegląd. - Jeżeli więc prezydent chciałby gdzieś polecieć w czasie, kiedy Tusk będzie za oceanem, to mógłby być z tym problem. - A premier nie chce dopuścić do żadnego zwarcia z Lechem Kaczyńskim - usłyszeliśmy w kancelarii Tuska.