Kamila Wronowska: Jarosław Kaczyński twierdzi, że oceniając rząd Donalda Tuska na czwórkę z plusem, "zaleca się pan do PO”. To prawda?

Reklama

Kazimierz Marcinkiewicz*: Co to w ogóle za słowa! Nie potrafię czegoś takiego komentować. Platforma Obywatelska nie jest panną. A ja mam 48 lat i już się nie zalecam.

To może zaleca się pan do premiera Tuska?

Nie.

Jarosław Kaczyński jest przekonany, że pan liczy na coś od Platformy. Twierdzi, że Tusk w pewnym momencie wycofa się ze stanowiska premiera, bo jest ono "niszczące” i może mu przeszkodzić w wyborach prezydenckich. I wtedy pan mógłby stanąć na czele rządu.

Każdy mierzy swoją miarą. Widać, że Jarosław Kaczyński uznaje, że jeżeli się cokolwiek robi, to trzeba liczyć od razu na wdzięczność. Popieram Platformę Obywatelską i wspieram rząd Donalda Tuska, bo uważam, że Polsce jest on potrzebny. Zmiany, które Platforma wprowadziła po swoim zwycięstwie, są dla Polski ważne.

Z ręką na sercu może pan dziś powiedzieć, że nie liczy pan na żadne stanowisko od Platformy? Poparł pan PO w kampanii, więc można powiedzieć, że Tusk ma u pana dług.

Nie liczę na żadne stanowisko.

Prezes PiS mówi otwarcie, że popełnił błąd, dając panu fotel premiera i że sam od razu powinien stanąć na czele rządu. Co pan na to?

To on tak uważa. Ja uważam absolutnie inaczej. Jestem przekonany, że ten fakt zadecydował o zwycięstwie Lecha Kaczyńskiego w wyborach prezydenckich w 2005 r. Myślę, że jeśli wtedy Jarosław Kaczyński zostałby premierem, jego brat nie wygrałby tych wyborów. Prezydentem byłby Tusk. Wszystkie analizy, badania, które wtedy były robione, pokazywały to wyraźnie.

"I padło na Kazimierza Marcinkiewicza” – jak tłumaczy teraz Jarosław Kaczyński. I choć prezes PiS docenia pana zdolności PR-owskie, ubolewa, że w polityce szło panu już gorzej.

Ale ja nie jestem żadnym specjalistą od PR. Specjalistami od PR byli Adam Bielan i Michał Kamiński. Ja się nigdy PR nie zajmowałem. Ja pisałem program gospodarczy PiS, program edukacyjny, naukowy. Napisałem prawie połowę programu Prawa i Sprawiedliwości. I kompletnie nie rozumiem tych słów Jarosława Kaczyńskiego. One mijają się z prawdą. Nie byłem PR-owcem. Nie miałem żadnych sukcesów na tym polu. Na premiera zostałem wskazany pewnie dlatego, że byłem jednym z głównych autorów programu partii.

Dziś Jarosław Kaczyński mówi wprost, że dając panu fotel premiera, popełnił błąd.

To jest po prostu nieprawdziwe. Ale każdy ma prawo tak to oceniać. Jeśli Jarosław Kaczyński dziś tak uważa, ma do tego prawo. Ale mnie to ani nie grzeje, ani nie ziębi.

A pan nie żałuje, że został pan wtedy premierem?

Nie. Uważam, że nie był to błąd. Pracowałem bardzo ciężko i efektywnie. Realizowałem program PiS. Odniosłem sukces w Brukseli w grudniu 2005 r. I nikt, nawet Jarosław Kaczyński, mi tego nie odbierze.

A widzi pan siebie jeszcze na stanowisku premiera?

(Długa cisza) Ja pracy nie szukam.

A jak się skończy pana kadencja w Europejskim Banku Odbudowy i Rozwoju w Londynie?

Nie wiem. Nie mam pewności, czy jeszcze wrócę do polityki. Dziś poza polityką jest mi bardzo dobrze.

*Kazimierz Marcinkiewicz, były premier, dyrektor w EBOiR