Zdziwiony? Ucieszyłem się, że w końcu jest porozumienie w tak ważnej dla Polski sprawie.
Projekt uchwały jest mojego autorstwa i wpisałem tam fragmenty przejęte z pisowskiej poprawki do ustawy rządowej. PiS może uzupełnić uchwałę, wszystko, co nie będzie groziło
niekonstytucyjnością, jest warte poważnego potraktowania. Czekam w poniedziałek na propozycje.
Zwołałem posiedzenie, chcę, by sprawa wtedy się rozstrzygnęła. W południe we wtorek posłowie zaczną debatę nad uchwałą i jeśli będą poprawki, to projekt trafi do komisji i jeszcze tego
samego dnia wróci pod obrady na głosowanie. Chcę także, by we wtorek posłowie zagłosowali nad przyjęciem rządowej ustawy ratyfikacyjnej.
Nie podejmuję się określić tego w procentach, ale trudne do wyobrażenia jest, by mogła istnieć lepsza gwarancja zapewnienia poparcia dla ratyfikacji traktatu niż porozumienie między
prezydentem i premierem. Nie wyobrażam sobie, by kluby mogły takie porozumienie zlekceważyć, bo to porozumienie w najważniejszej teraz sprawie dla Polski.
Ta ustawa i tak musi być nowelizowana w związku z traktatem lizbońskim. Rzeczywiście można tam szukać bardzo różnych rozwiązań, ja już podjąłem pewne prace w parlamencie na ten temat i
jestem przekonany, że można tu szukać wspólnego punktu widzenia na rzecz wzmocnienia roli państwa polskiego. Tu jest pełna otwartość.
Mogą się w niej znaleźć różne obszary, które wzmacniałyby rolę czynnika narodowego w ramach przyjętych rozwiązań w samej Unii. Mogą też być dodatkowe gwarancje związane z
rozwiązaniami, które znajdują się w traktacie lizbońskim. To wymaga rozmowy, na razie na ten temat żadnych rozmów nie było.
Jak ktoś chce wojny, zawsze znajdzie pretekst. Ona nie miała nic wspólnego z traktatem. Ona miała być w zamyśle autorów pochwałą skutków negocjacji. Przywiązywanie nadmiernej wagi do
poszczególnych zapisów w sytuacji, gdy samemu próbowało się kwestionować wagę takiego aktu jak uchwała, wydaje się być wyłącznie szukaniem pretekstu.
p
Bo jeśli jest porozumienie, to po co przedłużać. A po drugie ważne jest, żeby prezydent pojechał na szczyt NATO w Bukareszcie, gdzie będzie wielu unijnych liderów
z pierwszym ważnym zwycięstwem, to znaczy z przyjętą przez parlament ustawą ratyfikacyjną.
Te zabezpieczenia, o których mówi PiS, to z jednej strony mające przecież znaczenie polityczne deklaracje samego premiera składane obok, treść uchwały, która będzie przyjęta, co
uzgodniono, i po trzecie ma być jasna deklaracja polityczna w sprawie nowelizacji ustawy z 2004 r. o relacjach organów władzy w kontekście Unii Europejskiej. Deklaracja, która mówi o
wychodzącym naprzeciw obietnicom PiS charakterze tych rozstrzygnięć.
Gdyby szczegóły były uzgodnione, to nie mówilibyśmy o deklaracji w sprawie ustawy, ale mielibyśmy gotowy projekt. To nie tak łatwe, tego nie zrobi nawet dwóch panów, rozmawiając 5 godzin.
Umówili się co do tego, że ta ustawa musi satysfakcjonować obie strony, i tak będzie. Ona w oczywisty sposób musi wychodzić naprzeciw oczekiwaniom PiS.
Ja odrzuciłbym w tak ważnej sprawie logikę myślenia, kto komu ustąpił i jakie są polityczne konotacje tej sprawy. W oczywisty sposób musiał ustąpić prezydent i musiał ustąpić Donald
Tusk, bo to się nazywa kompromis. Najważniejsze jest to, że Polska nie jest hamulcowym Europy, że Polska jest w czołówce krajów ratyfikujących dobry dla Europy i bardzo dobry dla Polski
traktat lizboński, a z drugiej strony ważne jest, że Polska i klasa polityczna w Polsce okazuje szacunek dla tych, którzy mogą mieć w sprawach Europy wątpliwości, by jak najwięcej ludzi
utożsamiało się z traktatem lizbońskim.
Mam nadzieję, że w tej sprawie niespodzianek już nie będzie. Przecież prezydent wylatuje 2 kwietnia na ważny szczyt w Bukareszcie. Z drugiej strony myślę, że każdy, kto jest posłem PiS i
PO, posłucha ustaleń osób tak ważnych dla obu tych partii, czyli prezydenta Kaczyńskiego i premiera Tuska.
Przecież mamy kompromis. I prezydent, i były premier są osobami o przekonaniach proeuropejskich, dlatego nie przypuszczamy, by były jakieś problemy.
To nie wojna gangów w Chicago, ale rywalizacja demokratycznych partii w demokratycznym kraju. Nie wyobrażam sobie, by pan premier chciał odejść od tego, co ustalił z prezydentem.
Atmosfera była dobra, a o obiad i wino nie pytałem prezydenta. Mnie interesowało, czy się dogadali, a nie czy zjedli kaczkę czy kurczaka, czy pierogi. Jestem politykiem, a nie krytykiem
gastronomicznym w gazecie.