Czytałem.
Ale wcześniej jest napisane, że autorzy biorą to wszystko z jakiegoś opisu, kiedy byłem internowany. Nie czytała pani tego?
Ale jak się nie zacznie od tego, że jest to na bazie rozpiski w momencie internowania mnie, to się do niczego nie dojdzie.
A nie miałem prawa?
Bo miałem ochotę.
Nie kwitowałem pojedynczych kartek, tylko kwitowałem całość. Kiedy zorientowałem się, że na dokumentach wychodzi ich podrabianie, dałem polecenie sekretarce, żeby je zapakowano, olakowano i
napisano, żeby nikt ich nie ruszał. Gdybym chciał wyprowadzić jakiś dokument, to bym nie zrobił takiego numeru. I co było dalej: prawdopodobnie jakiś ciekawski esbek otworzył to,
zorientował się, że w dokumentach wychodzi podrabianie, zniszczył te dokumenty i zrzucił to na mnie. Bo najlepiej tak powiedzieć. Ale dowód na to, że jest to bzdura, mam jeszcze inny. Otóż
w 2000 r. byłem lustrowany. Gdyby coś podobnego miało miejsce, wtedy by to wyszło. Nizieński by nie odpuścił [Bogusław Nizieński był wtedy rzecznikiem interesu publicznego ds. lustracji -
przyp. red.].
Takie bzdury można opowiadać. Ale dla mnie dowodem jest sprawa lustracyjna.
Nic takiego nie miało miejsca.
Tak. I jeszcze jedna uwaga: ja nie dostałem 85 czy 100 tomów. Dostałem ksero paru dokumentów. Podkreślam, ksero, a nie oryginały.
Ta książka to paszkwil. Bo gdyby była to prawda, odnotowano by ją w sprawie lustracyjnej.
Ale przecież oni zaczynają od stwierdzenia, że cały materiał oparty jest na kwestionariuszu ewidencyjnym z mojego internowania. To jest ważne. Bo kwestionariusz internowania, jak sama nazwa
wskazuje, powstaje w czasie internowania. W momencie internowania byłem łamany na wszelkie sposoby, ale się nie dałem. Kiedy wychodziłem, ich ostatnie stwierdzeniem było takie: no, zobaczymy,
jak pana koledzy zareagują na agenta Wałęsę. I potem zawożą do pani Walentynowicz podrobione dokumenty. Od tego się zaczyna. Ale mnie nie zastraszyli. No to robią ciąg dalszy. A początek
tej afery umiejscawiają tak daleko, aby nikt nie mógł doszukać się świadków. Bo oni już nie żyją. To cała sprawa. Ale wszyscy wolą wiedzę esbecką. Więc ogłaszam wszem i wobec: SB
podrabiało dokumenty na mój temat na polecenie władz PRL. A jak podrabiano, to i początek, i środek, i koniec.
Szukam jakiegoś prawnika, który ma mało pieniędzy. Dam mu upoważnienie i niech wyciągnie, ile się da od tych, którzy bzdury piszą. Ja nie mam siły. Nie chce mi się.
A co ja mogę więcej chcieć? Nobla mam, medali więcej niż Leonid Breżniew, dwie profesury. Po co mi więcej?
*Lech Wałęsa, pierwszy przywódca "Solidarności", były prezydent