Dziennik Gazeta Prawana logo

Premier i prezydent razem przy stole obrad

15 października 2008, 02:27
Ten tekst przeczytasz w 4 minuty
Obyło się bez międzynarodowego skandalu. Lech Kaczyński i Donald Tusk biorą razem udział w szczycie Unii Europejskiej. Zasiedli obok siebie przy stole obrad. Wkrótce jednak prezydent salę opuścił - ustąpił miejsca ministrowi finansów, Jackowi Rostowskiemu. Idylla? Radio RMF FM przekonuje, że to cisza przed burzą, czyli... sporem o to, kto ma być na wspólnej fotografii.

Na liście osób, które mają być uwiecznione na tradycyjnym zdjęciu, jest… tylko Donald Tusk. Tymczasem kraje takie jak Litwa, Rumunia czy Francja będą reprezentowane i przez premiera, i przez prezydenta. Jak zachowa się Lech Kaczyński? Reporterzy RMF FM przekonują, że wspólnej fotografii nie odpuści.

"Skład delegacji jest znany" - tak, jeszcze przed rozpoczęciem obrad, Donald Tusk odpowiedział na pytanie, czy któryś z ministrów ustąpi prezydentowi miejsca przy stole. "My mamy tutaj swoją robotę" - uciął.

Jednak przy stole obrad szczytu UE w Brukseli zasiedli razem: premier z prezydentem. Szefowie MSZ i resortu finansów Radosław Sikorski i Jacek Rostowski, po powitaniach z członkami innych delegacji, opuścili salę obrad .

"No, jednak jesteśmy dżentelmenami" - tak minister finansów, Jacek Rostowski, odpowiedział na pytanie, kto ustąpił miejsca Lechowi Kaczyńskiemu.

"Prezydent utrudnia nam zadanie, wygląda na to, że Polska ma dwie polityki zagraniczne" - stwierdził Sikorski. Minister finansów był jeszcze bardziej dosadny w opiniach: "Prezydent nie powinien był tu przyjeżdżać".

"Jeżeli tylko mu chodziło o to, żeby był i siedział na tym krześle, to prezydent wygrał" - stwierdził szef finansów, Jacek Rostowski. "Jednak jeśli chodziło mu o umocnienie polskiej polityki w UE, to przegrał" - dodał.

Prezydent cały czas wierzył, że nie będzie miał żadnych problemów z wzięciem udziału w brukselskim szczycie. "Wierzę, iż wejdę, choć wiem, że w tej chwili ekipa rządowa stara się zrobić wszystko, aby było inaczej. I to jest bardzo złe z punktu widzenia państwa" - mówił Lech Kaczyński na pokładzie samolotu lecącego do Brukseli.

Prezydent stwierdził również, że nie da się prowokować, choć "pan premier działa w sposób wysoce niekonwencjonalny". Dodał też, że podczas szczytu zamierza siedzieć obok premiera Tuska. "Bo tam nie ma innych miejsc dla premierów i prezydentów, są obok siebie" - przypomniał Lech Kaczyński.

Zapewnił również, że nie będzie miał żadnych oporów, by zwyczajnie przywitać się z Donaldem Tuskiem. "To dla mnie akuratnie nie jest problem. Musiałem podawać rękę panu Kiszczakowi w pewnych okolicznościach, więc dlaczego mam nie podać Donaldowi Tuskowi" - wyjaśniał prezydent. I tak też się stało: panowie podali sobie ręce na powitanie, po wejściu na salę obrad.

Premier od wczoraj - gdy tylko wylądował w Brukseli - ostro zapowiadał, że nie potrzebuje prezydenta. Rządowy samolot, którym Lech Kaczyński miał lecieć na szczyt, został w Brukseli. Kancelaria premiera nie pozwoliła też na wykorzystanie dwóch innych, mniejszych maszyn. Dlatego urzędnicy Lecha Kaczyńskiego czym prędzej zarezerwowali czarter do Brukseli.

Chaos informacyjny przybrał na sile, gdy Sekretariat Rady Europejskiej, który organizuje szczyt, zaprzeczył, jakoby na liście uczestników spotkania był Lech Kaczyński. Radio ZET informowało tymczasem, że identyfikator uprawniający do uczestnictwa w debacie nasz prezydent dostanie od władz Francji, która przewodniczy Unii Europejskiej.

Prezydent poleciał dziś na szczyt wyczarterowanym boeingiem LOT-u. Jak ustalił dziennik.pl, prezydent rano wysłał do Brukseli rejsowym lotem swego ministra Mariusza Kamińskiego. Miał on zająć się dopięciem wizyty Lecha Kaczyńskiego w Brukseli na ostatni guzik.

Premier z prezydentem kłócą się o krzesła na sali obrad w Brukseli, a Polacy wstydzą się swoich przywódców i nie wierzą, że ten spór to efekt troski o Polskę. Mało tego. Polacy w ogromnej większości czują rozczarowanie i złość. Są pewni, że awantura zaszkodzi naszej opinii w Europie - wynika z sondażów "Rzeczpospolitej" i "Gazety Wyborczej".

Jak donosi "Rzeczpospolita", spór prezydenta i premiera w sprawie szczytu UE kompromituje Polskę - to opinia 77 proc. badanych. To normalny spór w demokracji - tak sądzi 14 proc. ankietowanych. 9 proc. nie ma zdania w tej kwestii. Podobne wyniki sondażu publikuje "Gazeta Wyborcza". Według sondażu gazety, zdaniem 85 proc. badanych spór pogorszy opinię o Polsce w Europie, według 9 proc. - poprawi.

Według "Gazety Wyborczej", spór prezydenta z premierem budzi wstyd u 83 proc. ankietowanych, złość - u 71 proc., dumę - u 9 proc., radość - u 7 proc.

Na pytanie, "Z czego wynika ten spór?", 39 proc. badanych odpowiedziało, że z chęci poprawy wizerunku prezydenta; 13 proc. - z troski Lecha Kaczyńskiego o Polskę; 17 proc. - z troski Donalda Tuska o Polskę; 14 proc. - z chęci poprawy wizerunku rządu. 17 proc. odpowiedziało "nie wiem".

41 proc. ankietowanych uważa, że wspólny wyjazd Donalda Tuska i Lecha Kaczyńskiego osłabi polską delegację w Brukseli. Zdaniem 18 proc. ją wzmocni, a według 34 proc. nie będzie miał na to wpływu. Z kolei według sondażu "Gazety Wyborczej" 63 proc. badanych uważa, że Polskę powinien reprezentować w Brukseli tylko premier. 26 proc. sądzi, ze delegacji powinien przewodniczyć prezydent.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj