: To dla mnie niepojęta sytuacja. Znam Władysława Bartoszewskiego od wielu lat. Szanuję go. Ale w tym wypadku ja, podobnie jak wielu jego niemieckich przyjaciół,
uważamy, że zapędził się za daleko.
>>> Przeczytaj wywiad prof. Bartoszewskiego dla DZIENNIKA
Skupienie się na postaci Steinbach to absurdalne nieporozumienie. To rozmywa i podaje w wątpliwość złożone i potrzebne przedsięwzięcie upamiętnienia losu wypędzonych. Nie tylko niemieckich.
Z powodu wypędzeń cierpieli w XX wieku przecież także Polacy, Żydzi, Palestyńczycy itd. Tego nie można ani przemilczeć, ani zapomnieć i należy opowiedzieć o tym kolejnym pokoleniom. Nie
potrafię odpowiedzieć, dlaczego tak mądry człowiek jak Bartoszewski nie potrafi spojrzeć na to z tej perspektywy.
Ale to nie jest prawdziwy obraz pani Steinbach. Ona nie jest złym człowiekiem, ona nie jest żadną rewanżystką. To absurd.
To jest jakiś argument, ale - na Boga - nie chodzi o to, kto był czyim dzieckiem i gdzie się urodził. Ale musicie też zrozumieć, że skoro Związek Wypędzonych wybrał na swoją szefową
panią Steinbach, a ona poświęciła wiele lat na budowę centrum, to nie możecie domagać się jej odsunięcia. Moim zdaniem to poniżej poziomu Bartoszewskiego.
Nie wiem. Na pewno argumenty strony polskiej nie znalazły zrozumienia w Niemczech. Wielu odniosło wrażenie, że traktujecie nas jak zatwardziałych nazistów i rewanżystów. Prawdą jest, że w
czasie negocjacji Bartoszewski postawił Merkel w bardzo niewygodnej sytuacji: kazał jej wybierać między lojalnością wobec własnej partii, która wyraża solidarność ze Steinbach, a dobrem
stosunków polsko-niemieckich.
Pojawiły się sygnały, że Steinbach sama zrezygnuje.
Gdybym miał jej doradzać... Nie, nawet nie chcę jej w tej sprawie doradzać. Nie będę też pisać na ten temat, by nie rozpalać emocji. Trzeba najszybciej wyrwać się z tej ślepej uliczki. Im
szybciej, tym lepiej. Ja sam mam już dość całej tej historii.
*Michael Stuermer, niemiecki historyk i publicysta, były doradca niemieckiego rządu