W sobotnim wydaniu DZIENNIKA ujawniliśmy, że Libertas zamierza skorzystać z luki w ordynacji wyborczej - bo polskie prawo zakazuje finansowania działalności politycznej z zagranicy.

Reklama

Ugrupowanie zaciągnie więc kredyt, który irlandzki milioner poręczy swoim majątkiem. Gdy partia nie spłaci pieniędzy, bank dostanie je od Ganleya. W ten sposób gwarancje bankowe pozwalają na obchodzenie także innych zakazów prawa wyborczego związanych z finansami.

p

Wywiad z szefem klubu parlamentarnego Platformy Obywatelskiej Zbigniewem Chlebowskim

Grzegorz Osiecki: Przykład Libertas pokazuje, że jest dziura w polskim prawie wyborczym?
Zbigniew Chlebowski: Tak, i to jest niepokojące. Bo gwarancje bankowe dające partiom pieniądze na wybory mogą być udzielane przez osoby, którym prawo zakazuje finansowania partii bezpośrednio. To oznacza obejście obecnie obowiązujących przepisów.

Reklama

>>> Libertas bez irlandzkich pieniędzy?

Reklama

Zamierzacie zatkać tę lukę?
Jak najszybciej porozmawiam z przedstawicielami Państwowej Komisji Wyborczej, bo to ona czuwa nad finansowaniem kampanii wyborczych. Będziemy zastanawiać się, czy można jeszcze przed tymi wyborami coś w tej sprawie zrobić.

PKW ma instrumenty, żeby zabronić takich praktyk?
Komisja nie ma możliwości wpływania na banki. PKW bada sprawozdania finansowe i dopiero potem mogą pojawiać się konkretne wnioski. Tylko że to się dzieje post factum, dlatego trzeba zastanowić się i przeanalizować, czy tej sprawy nie można szybko załatwić.

Ale nasz artykuł pokazuje, że to nie tylko sprawa Ganleya, ale np. Henryki Bochniarz, która w 2005 roku poręczyła kredyt dla własnego komitetu wyborczego.
Trzeba zatkać tę dziurę w prawie. Nie po to w Polsce wprowadzono limity wpłat na kampanie wyborcze przez osoby prywatne, by je w ten sposób obchodzić.

>>> Zobacz, jak okpić komisję wyborczą

Sprawdzicie, czy nie ma innych dziur w przepisach wyborczych?
Teraz nie ma już czasu na kompleksowy przegląd prawa, wybory są już za dwa miesiące. Nie ma już wiele czasu na zmianę przepisów, z wyjątkiem tych dotyczących finansowania.

Kto w tej sprawie zawinił?
Ja tu nie chcę nikogo winić. Szkoda tylko, że PKW wcześniej tego nie sygnalizowała, bo jest najbardziej kompetentną instytucją, by takie problemy wskazywać.

Przecież z takiej furtki skorzystała Henryka Bochniarz, więc trudno mówić, że politycy o niej nie wiedzieli.
Ja przyznaję się, że nie znałem konsekwencji tych zapisów i dopiero publikacja w DZIENNIKU uświadomiła mi konieczność natychmiastowych zmian.