Dziennik Gazeta Prawana logo

Polski Libertas bez irlandzkich pieniędzy

31 marca 2009, 19:25
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
Koniec marzeń polskich działaczy Libertasu o kosztownej kampanii do europarlamentu za irlandzkie pieniądze. Multimilioner Declan Ganley, który sfinansował irlandzkie "nie" dla traktatu lizbońskiego, tym razem nie ma ochoty ręczyć własnym majątkiem. Przynajmniej tak deklaruje. Jego rzecznik John McGuirk gani polskich działaczy Libertasu za rozmowy o takim kredycie kredytu. "To było niemądre" - oświadczył McGuirk.

Jeszcze niedawno wydawało się, że W styczniu działacze tworzący polski Libertas karmili się mirażami milionów złotych, które mieli otrzymać na funkcjonowanie partii. W marcu kwota już znacznie stopniała - do 250 tys. euro (czyli ok. 1,1 mln zł) na kampanię do europarlamentu.

>>> Zobacz, jak okpić komisję wyborczą

Polscy działacze Libertasu mieli prosty plan, w jaki sposób przetransferować pieniądze z Irlandii do Polski. My go potem nie spłacimy, a zrobi to Irlandczyk" - jeden z działaczy partii w sobotę ujawniał mechanizm, który zamierza zastosować Libertas. O trwających konsultacjach w sprawie poręczenia kredytu przez Declana Ganleya mówił w piątek DZIENNIKOWI m.in. wiceprezes Libertas Polska Artur Zawisza.

Właśnie w taki sposób Ganley rok temu sfinansował irlandzkie "nie" dla traktatu lizbońskiego. Sam pożyczył komitetowi referendalnemu 200 tys. euro, kolejne tysiące poręczyła należąca do niego spółka Rivada.

Zdaniem ekspertów, gdyby taki mechanizm został zastosowany w Polsce, byłoby to obejście przepisów zakazujących finansowania partii z zagranicy. Teraz okazuje się, że "Pan Ganley nie dawał żadnego poręczenia bankowego dla polskiego Libertasu" - oświadczył w wydaniu internetowym irlandzkiej gazety "Irish Times" John McGuirk, rzecznik Libertasu.

Dlaczego polskim działaczom zależało na tym, aby za dług własnym majątkiem ręczył irlandzki biznesmen? "Są ostrożni. Obawiali się, że żyrantem zostanie jakaś spółka krzak z Wysp Owczych, która długów nie spłaci i po kampanii zostaną na lodzie" - mówi nasz rozmówca z Libertas.

>>>Libertas nie może dłużej obchodzić prawa

Tuż po wystąpieniu rzecznika Ganleya o źródłach finansowania kampanii wyborczej opowiedzieli także działacze polskiego Libertasu. Daniel Pawłowiec, polski wiceprezes, stwierdził, że jego ugrupowanie nie zamierza korzystać z poręczeń. W jaki zatem sposób chce sfinansować kampanię wyborczą, której zorganizowanie kosztuje miliony złotych? Chce namawiać sympatyków, żeby zrzucili się na fundusz wyborczy. W prasie i internecie mają pojawić się ogłoszenia zachęcające do takich wpłat. a jak dobrze pójdzie, to może nawet uda się zgromadzić nawet trzy miliony" - mówi nam Pawłowiec.

Tyle że w przypadku wyborów europejskich, które w Polsce są mało popularne, to zadanie może okazać się trudne. "Milion złotych to 70 osób, które wpłacają maksymalną stawkę, czyli ok. 16 tys. zł. To realne w kampanii prezydenckiej, ale nie w eurowyborach, które mało kto rozumie" - mówi nam specjalista od finansów jednej z największych polskich partii.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj