Dziennik Gazeta Prawana logo

Śpiewak: Niebezpieczny gest Ewy Milewicz

9 kwietnia 2009, 08:31
Ten tekst przeczytasz w 4 minuty
Śpiewak: Niebezpieczny gest Ewy Milewicz
Inne
Dziennikarka "Gazety Wyborczej" Ewa Milewicz zwróciła prezydentowi Krzyż Komandorski Orderu Odrodzenia Polski, który Lech Kaczyński nadał jej za wspieranie strajków w 1980 r. Jej czyn ma być protestem przeciwko niedawnemu odznaczeniu przez prezydenta historyków z IPN. "To niebezpieczny, dzielący Polaków gest" - komentuje prof. Paweł Śpiewak.


Paweł Śpiewak*: To dramatyczny sygnał niezadowolenia, a także całkowitego zerwania z prezydentem. Ktoś, kto odrzuca order, de facto rości sobie prawo do współkreowania linii polityki orderowej prezydenta. Mówi, co prezydentowi wolno robić, a czego nie. Uważam, że jest to dopuszczalne tylko w pewnych sytuacjach. Oczywiście w sytuacjach granicznych, kiedy np. głowa państwa łamie reguły konstytucji, dokonuje zamachu stanu itp. Teraz pytamy, czy dzisiejsza sytuacja odpowiada tym standardom. Bo mi się wydaje, że okoliczności, które Ewie Milewicz podyktowały jej decyzję, są niewystarczające.

>>>Milewicz z "GW" oddaje Kaczyńskiemu order


Rozumiem odsyłanie orderów w przypadku łamania konstytucji czy zamachu stanu, o czym wspomniałem. Ale jeżeli jest to prawowity prezydent, to ma on prawo do prowadzenia własnej polityki orderowej. Nie sądzę, by jego polityka orderowa była aż tak bardzo odmienna od tej, jaką prowadził do tej pory. Kwestią zasadniczą jest więc pytanie: dlaczego teraz? Otóż uważam, że największym nieszczęściem tej sytuacji, w której swój udział mają i prezydent, i "Gazeta Wyborcza", jest upolitycznienie IPN. Uczynienie z Instytutu zakładnika gry politycznej. Prezydent, "GW", a także Lech Wałęsa uczyniły z IPN partię polityczną. Szczególnie Wałęsa doprowadził do tego, że wszyscy są zakładnikami jego biografii.


To świadomy udział w grze politycznej, w której uważa się, że IPN nie może swobodnie uprawiać badań historycznych, gdy dotyczy to np. Wałęsy. Tymczasem nie ma powodu, by były jakieś obszary historii czy życia politycznego, które znajdą się poza zasięgiem badań. Wyniki tych badań powinny być omawiane, mogą być kwestionowane, ale mają prawo być obecne. To, co robi Ewa Milewicz - co zresztą czyni konsekwentnie w swojej publicystyce - w jakimś sensie delegitymizuje nie tylko wiarygodność wyników lustracji, ale także w ogóle podważa rację przeprowadzania badań przeszłości. Spór toczy się więc nie o to, czy lustracja jest dobra, czy zła, ale o to, czy mamy prawo zadawać pytania o niedawną przeszłość. Retoryka "GW", której Milewicz jest istotnym aktorem, podważa prawo do tych pytań.

>>>Frasyniuk orderu Kaczyńskiemu nie odda


Czym innym jest odmowa przyjęcia orderu. To powiedzenie, że tego pana się nie lubi. Dla mnie to zrozumiałe. Ale Ewa Milewicz przyjęła order, a nie nastąpiła żadna wielka zmiana polityki czy postępowania Kaczyńskiego, by można było powiedzieć, że to już jest inna postać. Milewicz stwierdziła, że oddaje, bo nie zgadza się z działaniami IPN, zwłaszcza wobec Wałęsy. Dodałbym nieco złośliwie i pamiętliwie, że najostrzejsze artykuły, dezawuujące Wałęsę we wszystkich wymiarach, pojawiły się w "GW" po 1989 r. Trudno o tym zapomnieć. I trudno zgodzić się z tym, co mówili ludzie z "GW", ostrzegając przed niebezpieczeństwami cezaryzmu i szowinizmu. Chodzi mi o minimum konsekwencji i odpowiedzialności za słowo.


Dobre pytanie. Powiedziałbym, że Polsce za pośrednictwem prezydenta. Ewa Milewicz, jak sądzę, w swej intencji zwraca Kaczyńskiemu. Bo może uważać, że Kaczyński to nie jej Polska. Albo że to nie jest ta Polska, z którą ona chce się utożsamiać.

>>>Staniszkis: Wałęsa jest żałosny, a IPN zasłużył na odznaczenia


To rzeczywiście jest niebezpieczne, bo polaryzuje Polaków. Uważam, że wypowiedź prezydenta w sprawie IPN mogła być drażniąca jako zbyt jednostronna. Zgadzam się z krytycznymi opiniami, że prezydent mógł postępować bardziej ostrożnie. Na pewno jednak polaryzacja wokół kwestii, które wcale nie powinny do tego prowadzić: sprawy lustracji, pytań, czy można analizować biografię największego po Janie Pawle II Polaka, wydaje mi się niebezpieczna. Ale to też po części śmieszne zjawisko, bo dlaczego nie wolno pytać? To tworzenie sztucznej linii podziału nieodzwierciedlającej niczego istotnego. To też przenosi istotę konfliktu ze sfery społeczno-politycznej do sfery symbolicznej, czyli takiej, w której nigdy nie będzie rozstrzygnięcia. Konflikt okaże się zatem nie do usunięcia i będzie tkwił w nas jak drzazga - niesłychanie głęboko.

* Paweł Śpiewak, profesor socjologii

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj