Szefowa związku wypędzonych jest chyba jedną z najbardziej znanych Niemek w Polsce. I najbardziej nielubianych. Ale to nie dlatego stała się jedną z bohaterek najnowszego spotu PiS. Jak ustaliliśmy przesądził o tym przypadek. W połowie kwietnia rodzinom Głowackich i Moskalików z Nart koło Szczytna mijał termin opuszczenia domów, które odzyskała dawna właścicielka, Niemka Agnes Trawny. Nie zastosowały się do wyroku sądu.

Reklama

>>>Nowy spot PiS: Tusk to porażka dyplomacji

Tym razem na Mazurach nie pojawił się jednak Jarosław Kaczyński, który jako premier gościł u tych rodzin w czasie ostatniej kampanii, w sierpniu 2007 roku. "Zaatakowały nas za to <Fakty> TVN" - zdradza członek sztabu PiS. I przyznaje, że natychmiast zlecono badania, czy temat niemieckich roszczeń można wykorzystać w kampanii do europarlamentu.

Ich wyniki zaskoczyły sztab. "Okazało się, że ten problem bardzo działa na emocje, i to w różnych częściach kraju" - mówi nasz rozmówca. Podkreśla, że drugim tematem, który emocjonuje Polaków, są polskie stocznie i decyzja Komisji Europejskiej o ich likwidacji. I to nie tylko na Pomorzu, ale i na południu Polski.

Dla PiS to był jednoznaczny sygnał. Padł pomysł, by zdobyć fotografie z debaty, w której w 2006 roku w redakcji "Rzeczpospolitej” uczestniczyli m.in. Donald Tusk i Erika Steinbach. Udało się. Zdjęcie to pojawiło się w spocie, którego emisję PiS zaplanował na środę na godzinę 17. O tej samej porze w Pałacu Kultury i Nauki rozpoczynał się kongres Europejskiej Partii Ludowej (EPP).

Pojawienie się w nim postaci Steinbach to spełnienie zapowiedzi Jacka Kurskiego, który we wtorek mówił w Radiu Maryja o "odpowiedzi PiS” na zjazd. Już wtedy podkreślał, że w skład EPP wchodzi niemiecka CDU. A w jej prezydium zasiada właśnie szefowa związku wypędzonych. "O sprawie Steinbach mówimy od dawna, przecież to był jeden z powodów, dla których w 2004 roku opuściliśmy EPP i stworzyliśmy własną frakcję w europarlamencie" - mówi nam jeden z eurodeputowanych PiS.

Z naszych informacji wynika, że w czwartek PiS zamierza jeszcze mocniej pokazać związki PO i Steinbach. "Planujemy happening" - ujawnia tylko jeden z członków sztabu PiS. Bez względu na czwartkowe wydarzenia motyw Steinbach będzie się jeszcze pojawiał w tegorocznej kampanii. - Grzechem byłoby niewykorzystanie tego zdjęcia, ale nie możemy być monotematyczni - zastrzega członek sztabu wyborczego PiS. I dodaje: "Naszym problemem na razie jest to, że mamy raczej za dużo pomysłów na spoty niż za mało".

>>> "Ten spot to kolejna żenada PiS"

Rzeczywiście, reklamówka o Palikocie była emitowana tylko przez kilkadziesiąt godzin. Obecna ma być o wiele dłużej. Prawdopodobnie aż do konwencji wyborczej PiS zaplanowanej na 9 maja. Tydzień wcześniej, w najbliższą sobotę, w Szczecinie PiS uroczyście zaprezentuje swój billboard wyborczy.

Co na to wszystko PO? Jej politycy nie przejęli się najnowszym spotem. "Dziękujemy PiS za nagłośnienie naszego kongresu, który jest ważnym wydarzeniem, a dzięki temu jest jeszcze bardziej sławny" - komentuje wiceszef PO Jacek Saryusz-Wolski. A jego koledzy w kuluarach szczytu pocieszali się, że spoty PiS nie mają już takiego wpływu na wyborców jak w 2005 roku. "Szkoda tylko, że PiS tak chce szkodzić wizerunkowi Polski. Strzelają sobie w stopę" - twierdzi rzecznik rządu Paweł Graś.

Motywu Steinbach żaden z ważnych polityków Platformy komentować nie chciał.