"Czuję pewien niesmak wobec moich, do niedawna klubowych kolegów" - mówi DZIENNIKOWI senator Tomasz Misiak, który po wybuchu afery opuścił szeregi Platformy Obywatelskiej.

Kilka miesięcy temu "Gazeta Wyborcza" zarzuciła Misiakowi, że związana z nim firma odniosła korzyści dzięki specustawie stoczniowej, przy której pracował senator. Chodziło o firmę Work Service, której ówczesny senator PO jest współwłaścicielem. Dostała ona zlecenie od rządowej agencji, by obsługiwać zwalnianych stoczniowców w Szczecinie i Gdański i pomagać im w znalezieniu nowej pracy. Wybuchła afera, a senator, po wyraźnych sugestiach Donalda Tuska, opuścił szeregi PO.

>>> Misiak rezygnuje. Nie chce być ciężarem

Misiak jednak konsekwentnie zarzutom zaprzeczał, twierdząc, że jego firma wystartowała w konkursie, którego przeprowadzenie było możliwe na podstawie zupełnie innych przepisów - ustawy o promocji zatrudnienia z 2004 roku. Zwrócił się też do resortu skarbu o przeprowadzenie kontroli w tej sprawie. Kontrolę przeprowadziła Rada Nadzorcza Agencji Rozwoju Przemysłu Kilka dni temu powstał raport, do którego dotarł DZIENNIK. Wynika z niego, że wszystko odbyło się zgodnie z prawem.

"Rada Nadzorcza w wyniku przeprowadzonej kontroli, w tym między innymi po analizie dokumentów źródłowych i wyjaśnień zarządu oraz zapoznaniu się z opinią prawną eksperta stwierdziła, iż postępowanie w celu wyboru firmy mającej świadczyć usługi szkoleniowo-doradcze dla pracowników stoczni zostało przeprowadzone zgodnie z prawem i nie wystąpiły w tym procesie uchybienia" - czytamy w dokumencie podpisanym przez ministra skarbu Aleksandra Grada.

>>> Misiak: Ukrzyżowali mnie za nie moje grzechy

"To epilog sprawy, w której od początku przekonywałem, że wszystko odbyło się w zgodzie z prawem i procedurami" - mówi nam Misiak. Czy zatem szykuje się jego powrót do PO? "Nie podjąłem jeszcze decyzji w tej sprawie" - podkreśla senator Misiak.