Przestępcy byli sprytni i dobrze znali kalendarz europosła. Weszli do biura, kiedy Czarnecki pojechał do Strasburga na posiedzenie Parlamentu Europejskiego. Gdy dziś rano do biura przyszła sekretarka złapała się za głowę. Całe było wybebeszone. Złodzieje wynieśli wyposażenie. Z komputerem, monitorem, faksem, kserokopiarką i telefonem - na czele.

Nie wiadomo, kim byli sprawcy. Ryszard Czarnecki ma już swoją teorię. "Splądrowano dokumenty, jakby czegoś szukano. Dziwne, bo złodziej zajmuje się sprzętem, a nie plądruje dokumentów" - podejrzewa Czarnecki. Nie wiadomo jeszcze, czy zginęły jakieś dokumenty. Sprawdza to policja.

Europoseł ma podwójne pecha. Jego biuro, jak reszta pomieszczeń Samoobrony we Wrocławiu, było ubezpieczone tylko od pożaru, powodzi, ale nie na wypadek kradzieży.