Wystarczy mianować Andrzeja Sośnierza sekretarzem stanu, a ból głowy przywódców PiS ustanie. Bo prawo pozwala ministrom i ich pierwszym zastępcom - właśnie sekretarzom stanu - być posłami.
Gdyby się nie udało, dla PiS to może być katastrofa. Nie dość, że Sośnierz będzie musiał odejść z Sejmu, to jeszcze jego miejsce zajmie polityk Platformy Obywatelskiej. Bo to z list tej partii nowy szef NFZ dostał się do Sejmu, zanim zmienił barwy klubowe.
Opozycja krytykuje pomysł. "NFZ to niezależny urząd centralny. Awansowanie Sośnierza oznaczać będzie całkowite upolitycznienie Funduszu. A Sośnierz stanie się jednocześnie posłem, prezesem i ministrem" - oburza się posłanka PO Elżbieta Radziszewska.
Także twórcy reformy administracyjnej ostrzegają przed upolitycznieniem NFZ. "Nie można jednocześnie wydawać pieniędzy i kontrolować, czy są dobrze wydawane" - przypomina prof. Michał Kulesza.
Czy Sośnierz będzie sekretarzem stanu - dowiemy się w weekend. Wtedy PiS ma podjąć ostateczną decyzję w jego sprawie.