Żeby spokojnie rządzić, potrzebują aż 231 posłów. Ze starej koalicji ostały się PiS i LPR - to daje 183 posłów. Właśnie zyskali dodatkowych 15 z nowego klubu "rozłamowców z Samoobrony". To razem 198 głosów w Sejmie. Czyli ciągle za mało.

PiS liczy i kombinuje jak może, żeby zbudować większościową koalicję. Premier Jarosław Kaczyński próbuje zwerbować jeszcze PSL. Ale nawet zakładając optymistyczny scenariusz, że ludowcy wejdą do wspólnego rządzenia z PiS, LPR i nowym klubem uciekinierów z partii Leppera - Narodowym Kołem Parlamentarnym - da to w sumie 223 posłów. Wciąż za mało.

Pozostaje jeszcze Mniejszość Niemiecka, która zawsze wiernie głosuje jak rząd. Ale to tylko dwóch parlamentarzystów. To w sumie mamy 225 posłów przychylnych rządowi. Brakuje jeszcze sześciu.

Jak by więc nie liczyć, słabo rysuje się nowa koalicja. Nowy klub "rozłamowców z Samoobrony" obiecuje wprawdzie, że przekona do ucieczki jeszcze kilku ludzi Leppera, ale liczyć na to za bardzo nie można. Poza tym PSL też nie jest jeszcze pewniakiem. Na razie tylko rozmawia z PiS. A to mało. "Rozmowy nie przesądzają o wyniku" - napisał z wyraźnym dystansem na swoim blogu szef partii Waldemar Pawlak.

Decyzje, czy PSL wejdzie do koalicji, zapadną w przyszłym tygodniu. Bo jeśli nie wejdzie, czekają nas nowe wybory. Gdzie więc Marek Kuchciński (PiS) widzi "las rąk" do współpracy z partią braci Kaczyńskich? Pozostaje tylko PO i SLD. A przecież te partie nie wyobrażają sobie rządów z PiS, podobnie jak PiS z nimi.