Oto, jak w tej chwili wygląda sytuacja w naszym parlamencie:
Kolor czerwony - koalicja: 183 posłów. Ich Jarosław Kaczyński może być pewny. 154 pochodzi z Prawa i Sprawiedliwości. Reszta - 29 - to koalicjanci z LPR. To o wiele za mało, by mogła samodzielnie rządzić. By móc cokolwiek zdziałać, musi mieć co najmniej 231 posłów.
Kolor niebieski - posłowie "do wzięcia": 42 posłów. W tej grupie premier może jeszcze poszukać. I właśnie na to najbardziej liczy. Tych
parlamentarzystów można podzielić na trzy grupy:
- Powstały wczoraj Ruch Ludowo-Narodowy (w sumie 15 posłów), do którego weszli buntownicy z Samoobrony, Narodowe Koło Parlamentarne i posłowie niezrzeszeni. Nowa partia ogłosiła już, że
wejdzie w skład koalicji. Jednak nieoficjalnie mówi się, że pod jednym tylko warunkiem - chce teki wicepremiera.
- 25 posłów PSL. PiS chce ich zdobyć za wszelką cenę. Nawet kosztem teki wicepremiera dla szefa ludowców Waldemara Pawlaka. Jarosław Kaczyński musi się jednak uzbroić w cierpliwość.
Pawlak zapowiedział, że decyzję podejmie dopiero w przyszłym tygodniu.
- Kaczyński może jeszcze liczyć na dwóch posłów z mniejszości niemieckiej. Ma u nich duże szanse. Zwykle bowiem chętnie popierają oni rządowe inicjatywy.
Kolor żółty - opozycja: 234 posłów. Tutaj premier raczej niewiele może zdziałać. Lwia część to parlamentarzyści PO oraz SLD. I słabnąca Samoobrona. Być może Jarosławowi Kaczyńskiemu uda się jeszcze uszczknąć kilku posłów z tej ostatniej partii. To tu może kryć się tajemnica dobrego samopoczucia polityków PiS-u.
Sejm liczy teraz chwilowo 459 posłów. Andrzeja Sośnierza, który musiał zrezygnować z mandatu po wyborze na szefa Narodowego Fuynduszu Zdrowia zastąpi jednak przedstawiciel PO - z tej listy Sośnierz został wybrany do parlamentu. Jarosław Kaczyński nie może więc raczej na nowego posła liczyć.