Zamiast pracy w komisji – balanga. Tak najczęściej kończą się wyjazdowe posiedzenia naszych parlamentarzystów. Wczoraj "Fakt" ujawnił, jak biesiadowała senacka komisja edukacji, nauki i sportu. W Zakopanem w Centralnym Ośrodku Sportu senatorowie pokazali, że potrafią się zabawić.
Co na to ich szef marszałek Senatu Bogdan Borusewicz? Niewiele. Marszałek nie chce, jak przystało na prawdziwego mężczyznę, walnąć pięścią w stół. Woli udawać dystyngowanego dyplomatę i w okrągłych słówkach zapewnia, że zajmie się sprawą. "Zażądam wyjaśnień od senatorów, którzy byli w Zakopanem. Wyjazdy mają sens tylko wtedy, gdy są poświęcone merytorycznej pracy, a nie polegają na zabawie" - mówi nam. Ale zakazu organizowania posiedzeń poza parlamentem wydać nie chce!
Także marszałek Sejmu Marek Jurek nie zamierza zakazywać posłom wyjazdowych obrad. A przecież "Fakt" wielokrotnie pokazywał, że kończą się one imprezami.