„Dziennik”: Wierzy pan, że Łyżwiński dawał pracę w zamian za seks?
Sławomir Izdebski: Oczywiście, u niego takie rzeczy zawsze były na porządku dziennym.
Jak to?
Nigdy się z tym nawet nie krył. No, chyba że w obecności żony. Wtedy nie widziałem, żeby jakieś dziewczyny podmacywał, ale za jej plecami to i do połowy potrafił rozebrać.
...?
Sam widzałem, jak dziewczynom rękę na piersi wkładał. On ma bardzo gwałtowne ruchy. Zanim się taka zorientowała i obroniła, to już jej gdzieś tam biust niechcący wyskoczył. Takie
zachowanie na imprezach to była normalka. A to gdzieś w kącie, a to na balkonie.
Gdzie?
No, na balkonie. Mieliśmy kiedyś taką imprezę w biurze związku. Wyszedłem na papierosa, patrzę, a tam Łyżwiński jakąś panią za krocze trzyma, ona jego za krocze. Głupio mi się
zrobiło, wyrzuciłem papierosa i wyszedłem, a oni nic sobie z tego nie robili. Dla nich to był żart. Zresztą Łyżwiński na pewno będzie to teraz wszystko w żart obracać. Taki ma styl.
A co z Lepperem?
Co do niego, to mam pewne wątpliwości. Znam go ponad 20 lat i nigdy nie zaobserwowałem u niego takich skłonności. Jeśli chodzi o Samoobronę, to typowałbym właśnie Łyżwińskiego. I
Filipka. Temu też na imprezach zawsze inna na kolanach siedziała.
Sławomir Izdebski był senatorem Samoobrony w latach 2001-2005