"Nie chcę żadnego odszkodowania, żadnych pieniędzy. Przeżywam koszmar, boję się szykan. Ale nie poddam się" - mówi DZIENNIKOWI Aneta K., która oskarżyła liderów Samoobrony o to, że wykorzystywali ją seksualnie.
Maciej Stańczyk: Dlaczego dopiero teraz zdecydowała się pani ujawnić tę sprawę?
Aneta K.: (płacze przez całą rozmowę) Czuję się oszukana i rozgoryczona. Kiedy zostałam na lodzie, wyciągnęłam rękę po pomoc. W odpowiedzi usłyszałam, że mam być lojalna, to może jakieś pół etatu się dla mnie znajdzie. Nie tego oczekiwałam po tym wszystkim. Gdyby stało się inaczej, pewnie dalej bym milczała. Ale zdecydowałam się mówić, mimo że cała sprawa jest dla mnie bardzo wstydliwa. Może uchronię inne dziewczyny przed tym, co mnie spotkało.
Czego pani oczekiwała?
Jestem w sile wieku, mam dwie ręce. Chciałam pracować, chciałam normalnego etatu. Ale potrzebowałam pomocy. Usłyszałam jednak, że mam być lojalna. I co, miałam dzieci nakarmić lojalnością? Nasze dziecko też?
Nasze dziecko?
Poseł Łyżwiński jest ojcem mojego dziecka - trzyipółletniej dziewczynki. Nigdy oficjalnie się do niej nie przyznał, chciał, żeby zataić całą sprawę. Nigdy nie łożył na dziecko pieniędzy. Twierdził, że dzięki niemu zostałam radną sejmiku i dietę mam traktować jak alimenty. Ale teraz zostałam na lodzie. W ubiegły czwartek złożyłam w sądzie wniosek o ustalenie ojcostwa. Doprowadzę sprawę do końca.
I co potem?
Nie chcę żadnego odszkodowania, żadnych pieniędzy. Potem? Nie wiem. To wstydliwa sprawa, zwłaszcza dla kogoś, kto pochodzi z małej miejscowości. A ludzie po pozorach już wydają opinie. Przeżywam koszmar, boję się szykan. Ale nie poddam się.
Aneta K., była radna sejmiku województwa łódzkiego z ramienia Samoobrony i była dyrektor biura poselskiego Stanisława Łyżwińskiego w Tomaszowie Mazowieckim
Aneta K.: (płacze przez całą rozmowę) Czuję się oszukana i rozgoryczona. Kiedy zostałam na lodzie, wyciągnęłam rękę po pomoc. W odpowiedzi usłyszałam, że mam być lojalna, to może jakieś pół etatu się dla mnie znajdzie. Nie tego oczekiwałam po tym wszystkim. Gdyby stało się inaczej, pewnie dalej bym milczała. Ale zdecydowałam się mówić, mimo że cała sprawa jest dla mnie bardzo wstydliwa. Może uchronię inne dziewczyny przed tym, co mnie spotkało.
Czego pani oczekiwała?
Jestem w sile wieku, mam dwie ręce. Chciałam pracować, chciałam normalnego etatu. Ale potrzebowałam pomocy. Usłyszałam jednak, że mam być lojalna. I co, miałam dzieci nakarmić lojalnością? Nasze dziecko też?
Nasze dziecko?
Poseł Łyżwiński jest ojcem mojego dziecka - trzyipółletniej dziewczynki. Nigdy oficjalnie się do niej nie przyznał, chciał, żeby zataić całą sprawę. Nigdy nie łożył na dziecko pieniędzy. Twierdził, że dzięki niemu zostałam radną sejmiku i dietę mam traktować jak alimenty. Ale teraz zostałam na lodzie. W ubiegły czwartek złożyłam w sądzie wniosek o ustalenie ojcostwa. Doprowadzę sprawę do końca.
I co potem?
Nie chcę żadnego odszkodowania, żadnych pieniędzy. Potem? Nie wiem. To wstydliwa sprawa, zwłaszcza dla kogoś, kto pochodzi z małej miejscowości. A ludzie po pozorach już wydają opinie. Przeżywam koszmar, boję się szykan. Ale nie poddam się.
Aneta K., była radna sejmiku województwa łódzkiego z ramienia Samoobrony i była dyrektor biura poselskiego Stanisława Łyżwińskiego w Tomaszowie Mazowieckim
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zobacz
|