Potwierdzę dziś w Sądzie Okręgowym w Warszawie swoje zeznania z 1997 roku w tej sprawie - zapowiedział Jerzy Dziewulski w rozmowie z dziennikiem.pl. A wtedy zeznał prokuratorom, że wie o sfałszowanej przez agentów dokumentacji medycznej badań i kart zdrowia Antoniego Macierewicza, ówczesnego działacza Ruchu dla Rrzeczpospolitej.
Według Dziewulskiego, który wtedy był posłem i doradcą ds. bezpieczeństwa w Kancelarii Prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego, Urząd Ochrony Państwa tak sfałszował dokumenty, że wynikało z nich między innymi, iż Macierewicz leczył się w szpitalu psychiatrycznym. "Dziś potwierdzę te zeznania w sądzie" - powiedział dziennikowi.pl Dziewulski.
Według jego zeznań podobne haki agenci chcieli zastosować wobec Romualda Szeremietiewa. Antoni Macierewicz nie chciał dziennikowi.pl komentować tej sprawy, ale powiedział, że widział materiały z tzw. szafy Lesiaka i nie było tam takich dokumentów.
Jerzy Dziewulski tłumaczy, że UOP z pewnością zdążył te fałszywki zniszczyć.
Materiały w sprawie inwigilacji znaleziono w szafie pułkownika Jana Lesiaka, co ujawnił w 1997 roku - na krótko przed wyborami parlamentarnymi - koordynator służb specjalnych z SLD Zbigniew Siemiątkowski. W doniesieniu do prokuratury ówczesny szef UOP Andrzej Kapkowski pisał, że w sprawie - oprócz Lesiaka - powinni odpowiadać także: szef UOP Jerzy Konieczny i szef MSW Andrzej Milczanowski. Ich sprawę prokuratura umorzyła w 2002 roku z powodu przedawnienia.
We wrześniu 2006 roku ruszył proces Lesiaka, oskarżonego o inwigilowanie w latach 1991-1997 polityków opozycyjnych wobec prezydenta Lecha Wałęsy i premier Hanny Suchockiej. Prokuratura zarzuca Lesiakowi przekroczenie uprawnień, między innymi przez stosowanie "technik operacyjnych" i "źródeł osobowych" wobec legalnych ugrupowań.
Sprawa przedawni się w marcu 2007 roku. Lesiakowi grożą trzy lata więzienia. Były pułkownik UOP nie przyznaje się do winy.