"Chcąc wzbogacić swoje curriculum, funkcjonariusze służb nie mieli skrupułów. Okazjonalny kontakt z kimś albo banalna rozmowa, nagrana bez wiedzy rozmówcy, wystarczyły, by uczynić z niego informatora" - tłumaczy włoskiemu dziennikowi "Corriere della Sera" były szef polskiego rządu.

To po co w takim razie ta cała lustracja? Dlaczego zapisami z odtajnionych akt byłej Służby Bezpieczeństwa zajmują się państwowe władze, a nawet papież? Były premier Leszek Miller dziwi się zamieszaniu wokół teczek, bo - jego zdaniem - materiały SB to spreparowane świstki. Oficerowie tajnych służb tworzyli je bez żadnego związku z rzeczywistością - dorzuca. Miały one jedynie służyć szefom do niszczenia określonych ludzi lub zmuszania ich do współpracy. Brak zgody oznaczał ujawnienie kompromitujących, choć fałszywych dokumentów.

Co więc zrobić z teczkami PRL-owskiej bezpieki? Jak wynika z wywiadu, były premier wolałby, aby wszystkie teczki zostały raz na zawsze zniszczone.