Wystarczy tylko legitymacja poselska i odręcznie wypisany wniosek, a sejmowa kasa otwiera się przed posłem na oścież - pisze "Fakt". Potrzeba pieniędzy na zakup domu lub
mieszkania? Proszę bardzo - 20 tys. zł, i to na zaledwie 4 proc. rocznie. A może na remont? Tak. To od ręki kolejne - 15 tys. zł. Spłata to nie problem. Rozłoży się ją na 2 lata. Przy
dochodach przekraczających 12 tys. miesięcznie, poseł nawet jej nie zauważy.
Co innego zwykły człowiek, która tyra, by utrzymać rodzinę. Piotr Wypych, który ciężko pracuje na kolei za 1500 zł brutto, o takim kredycie może jedynie śnić. W firmie na remont
mieszkania dostanie maksymalnie 2 tys. zł, i to na 7 proc. rocznie. Na bankowy kredyt pana Piotra nie stać. "Nie chcą mi go dać, bo za mało zarabiam. A nawet gdyby mi się udało, to
zabiłby mnie procent. Banki za pożyczki gotówkowe żądają od 12 do 19 proc." - mówi "Faktowi" Wypych.
Posłów to jednak nie dotyczy. Oni z łatwością sięgają po dodatkową gotówkę. "Fakt" dotarł do listy parlamentarzystów, którzy wzięli komfortowe pożyczki. Z superoferty
skorzystał niemal co drugi wybraniec narodu, niezależnie od przynależności partyjnej.
"Potrzebowałem pieniędzy, bo kupiłem sobie działkę" - tłumaczy się "Faktowi" poseł LPR Andrzej Mańka. "Pieniądze przeznaczyłam na nowo budowany
dom" - zapewnia Elżbieta Radziszewska z PO.
Choć nie wszyscy się budują, to jednak nie przeszkadzało to im, by - wbrew przeznaczeniu pożyczki - wziąć pieniądze. "Nie buduję domu, nie kupuję mieszkania ani nie uzupełniam
wkładu mieszkaniowego" - przyznaje wicemarszałek Sejmu Bronisław Komorowski. Na co więc wydał 20 tys. zł.? "To moja słodka tajemnica" - uważa Komorowski.
Nic do zarzucenia sobie nie ma Joachim Brudziński, sekretarz generalny PiS. Choć wziął pożyczkę na budowę domu, to 20 tys. zł - jak mówi - przeznaczy na malowanie. Choć pomalowanie
120-metrowego domu kosztuje dziesięć razy mniej.