"Fakt" opisuje odrażający widok. Martwa krowa z wykręconym łbem. Obok niej dwa sztywne ciała cielaków. Przyczepa ze zdechłymi zwierzętami ukryta za balami drewna w gospodarstwie Lepperów w Zielnowie. Gdy reporter próbował się do niej zbliżyć, przepędzili go ochroniarze pilnujący zagrody. Zdążył jednak zrobić wstrząsające zdjęcia. Pracownicy ochrony nie dopuścili dziennikarza do domu państwa Lepperów. Nie pozwolili mu uzyskać wyjaśnień. Jednak "Fakt" zapytał o padające bydło samego Leppera. Ten rzucił: "To BSE. Was także dopadnie!".
Następnie minister rolnictwa bagatelizował przypadki śmierci zwierząt. "No co, jedna krowa i cielaki. To nie problem" - mówił wymijająco Lepper.
Jednak służby weterynaryjne nie mają wątpliwości. "Nie można bagatelizować żadnego przypadku" - podkreśla dr Krzysztof Jażdżewski, zastępca głównego lekarza weterynarii kraju. Wyjaśnia, że każda padła krowa musi być zbadana. Gdyby przypuszczenia ministra Leppera okazały się prawdziwe, natychmiast powinna zostać uruchomiona restrykcyjna procedura. "Należy znaleźć wszystkie zwierzęta, które miały kontakt z chorą krową w ciągu ostatnich dwóch lat, a także jej potomstwo. Wszystkie muszą być zabite, a ich zwłoki utylizowane" - podkreśla Jażdżewski. W praktyce obecność jednej chorej krowy oznacza śmierć całego stada.
Czy więc Andrzej Lepper będzie musiał pożegnać się ze swoimi 250 krowami? "Istotnie, Andrzej Lepper ma duże stado i w ciągu kilku ostatnich tygodni zgłoszono padnięcie kilku krów. Ostatni przypadek miał miejsce w zeszłym tygodniu" - potwierdza Eugeniusz Brzeziński, zastępca powiatowego lekarza weterynarii w Darłowie. Podkreśla, że padłe zwierzęta są badane.
Wkrótce okaże się, czy stado wicepremiera jest ogniskiem śmiertelnej epidemii.