Joanna Kluzik-Rostkowska pytana w RMF FM o swój wynik wyborczy, jako "jedynki" na liście PO w Rybniku uznała, że dostała mandat zaufania. Na wątpliwości Konrada Piaseckiego, czy sukcesem jest wynik gorszy od drugiego kandydata na liście, była minister w rządzie PiS odpowiedziała, że jest zadowolona ze swojego wyniku, czyli zdobycia 22 tysięcy głosów.

Reklama

"Jestem zadowolona z miejsca, w którym jestem" - podkreśliła zahaczona pytaniem, czy warto było dokonywać politycznych wolt.

Partia, na czele której Kluzik-Rostkowska stanęła po wyjściu z Prawa i Sprawiedliwości, nie dostała się do Sejmu. PJN nie przekroczyła nawet magicznej bariery trzech procent, która uprawnia do dotacji z budżetu.

Była szefowa PJN wypowiada się o swoich byłych partyjnych kolegach z wielką rezerwą.

Kluzik-Rostkowska zastrzega, że nie jest zadowolona z wyniku PJN: "Marzy mi się sytuacja rozsądnej prawicy, rozsądnej opozycji i wolałabym widzieć Pawła Poncyljusza czy Elę Jakubiak niż Janusza Palikota".

Jednak z jej kolejnych słów bije wielki chłód. Określa PJN mianem "instrumentu politycznego", którego zabrakło w Sejmie.

Pytana, czy jej byłe środowisko powinno otrzymać jakąś propozycję współpracy od Platformy, odpowiedziała: "Myślę, że byłoby dobrze, gdyby ci ludzie mogli w tej przestrzeni politycznej funkcjonować".

Joanna Kluzik-Rostkowska przyznaje jednak w rozmowie z Konradem Piaseckim, że ma żal koleżeński wobec członków PJN.