W czwartek, po głośnym artykule niemieckiej bulwarówki "Bild", Protasiewicz w pośpiechu zorganizował konferencję prasową, na której gęsto tłumaczył się z awantury z niemieckimi celnikami. Choć z wykształcenia jest polonistą, nie był w stanie w sposób jasny i zwięzły wytłumaczyć się z całego zajścia. Kilkakrotnie puszczał niewyraźne nagranie, sekunda po sekundzie analizując przebieg zdarzenia. I prawdopodobnie tą drobiazgowością zdenerwował wczoraj premiera.
Wszystko dlatego, że jego konferencja zupełnie przykryła konferencję Donalda Tuska oraz ministra administracji i cyfryzacji Rafała Trzaskowskiego, na której była mowa o priorytetach nowego ministra na najbliższe miesiące oraz wskazanie wojewodów, którzy będą musieli pożegnać się ze stanowiskami. - - mówi nam osoba z otoczenia ministra Trzaskowskiego. Pan poseł jednak się nie wyrobił, dlatego Donald Tusk zmuszony był opóźnić swoją konferencję o niemal godzinę, za co przepraszał oczekujących dziennikarzy.
W rozmowach z nami posłowie PO nie wróżą dobrze Jackowi Protasiewiczowi. - - mówi jeden z naszych rozmówców. - - dodaje.
Niektórzy posłowie Platformy twierdzą jednak, że tzw. niemiecki incydent na polskim gruncie może przysporzyć Protasiewiczowi zwolenników. - - przyznaje poseł PO. Protasiewicz ma sporo do stracenia. Pełni funkcję szefa PO na Dolnym Śląsku, jest wiceprzewodniczącym Parlamentu Europejskiego i prowadzi eurowyborczą kampanię Platformy. Pozbawienie go którejkolwiek z tych funkcji mocno osłabi jego rolę w strukturach PO.
Przynajmniej do momentu ostatniej wpadki na frankfurckim lotnisku, cieszył się sporym zaufaniem premiera. Ponoć tej więzi nie zachwiało objęcie stanowiska szefa dolnośląskiej PO w atmosferze skandalu (po wygranej rywalizacji z Grzegorzem Schetyną wybuchła afera z kupowaniem głosów delegatów partyjnych za pracę w KGHM). Protasiewicz potępił osoby biorące udział w procederze i zarzekał się, że ze sprawą nie miał nic wspólnego. Koledzy z Platformy mu uwierzyli.
Poważną wpadkę zaliczył w listopadzie ubiegłego roku, gdy niespodziewanie wszedł w buty rzecznika rządu (wówczas był nim Paweł Graś) i ogłosił termin rekonstrukcji gabinetu Donalda Tuska. Jeszcze wcześniej, bo w maju 2013 roku, zapowiedział "bardzo poważną" rekonstrukcję rządu, co również nie spodobało się niektórym politykom PO i PSL.
Europoseł przez część swoich kolegów krytykowany jest za to, że zbyt łatwo daje sobie wejść na głowę. Tak było w 2005 roku, gdy prowadził kampanię prezydencką Donalda Tuska. Zdaniem wielu niepotrzebnie nagłośnił temat dziadka z Wehrmachtu, który wywołał Jacek Kurski. Doszło nawet do tego, że Donald Tusk przez długi czas musiał osobiście tłumaczyć się z rodzinnych zaszłości historycznych, zamiast skupić się na kampanii wyborczej. W efekcie dziś często obarczany jest odpowiedzialnością za przegraną.
Do prowadzenia kampanii Tuska wybrany został co najmniej z dwóch powodów – kierowania zwycięską kampanią Bogdana Zdrojewskiego na prezydenta Wrocławia (w 1994 r.) i wsparcia Grzegorza Schetyny. Choć dziś wydaje się to trudne do pojęcia, jeszcze kiedyś Protasiewicz uważany był za głównego protegowanego Schetyny. Znają się m.in. z działalności w Kongresie Liberalno-Demokratycznym, Unii Wolności i Platformie Obywatelskiej. Gdy udało mu się wygryźć schetynowców w strukturach dolnośląskiej PO, jego pozycja umocniła się jeszcze bardziej - zwłaszcza, że osłabienie ludzi Grzegorza Schetyny było na rękę premierowi Tuskowi. Być może stąd nieustanne popychanie Protasiewicza do przodu mimo ewidentnych - i coraz liczniejszych - wpadek.
Ale kapitał, jaki przez lata Jacek Protasiewicz sobie zbudował, zaczyna topnień w oczach. Ewidentnie widać, że cierpliwość Donalda Tuska do jego głupich wpadek właśnie się kończy. - - stwierdził w czwartek premier. Dopiero po tym, jak musiał się tłumaczyć zachowanie europosła, udzielił głosu ministrowi Rafałowi Trzaskowskiemu. Nie tak to miało wyglądać.
Dziennikarz zajmujący się tematami politycznymi, współautor podcastu „Z drugiej strony". Związany z DGP nieprzerwanie od 2010 roku. Absolwent Wydziału Dziennikarstwa i Nauk Politycznych UW oraz Centrum Europejskiego UW.