Dziennik Gazeta Prawana logo

Młody "Duduś" był prymusem, ale nie fajtłapą. Nie stronił od imprez, palił. SYLWETKA ANDRZEJA DUDY

6 sierpnia 2015, 17:04
Ten tekst przeczytasz w 10 minut
Andrzej Duda wśród młodych zwolenników
Andrzej Duda wśród młodych zwolenników/Agencja Gazeta
Zrównoważony, wrażliwy, normalny, ale starający się dążyć do doskonałości. Ten zestaw cech pozwolił zostać prezydentem politykowi, który jeszcze kilka lat temu nie był szczególnie znany nawet w rodzinnym Krakowie.

Andrzej Duda chodził do szkoły podstawowej, która była pod kuratelą Wyższej Szkoły Pedagogicznej w Krakowie. W efekcie, jak wspomina jego kolega z klasy Marcin Kedryna, szkoła była poligonem doświadczalnym dla programowych nowinek. Ale ani Andrzej Duda, ani większość jego klasowych kolegów i koleżanek nie mieli problemów z nauką. Przeciwnie, Duda uczył się bardzo dobrze, był wręcz prymusem. W szkole zaangażował się w harcerstwo, należał do zastępu Orląt i to właśnie w harcerstwie ujawniły się jego pierwsze zdolności przywódcze. – – ocenia Wojciech Kolarski, jego obecny współpracownik, który poznał go wtedy. Związki z kolegami z zastępu przetrwały do dziś, co roku mają nawet swoje spotkania.

Na wakacje razem z rodzicami jeździł do Poronina. – – żartuje Krzysztof Szczerski, który ma być prezydenckim ministrem. To w szkolnych czasach przylgnęło do niego przezwisko „Duduś”, jak do bohatera popularnego w tych czasach serialu „Podróż za jeden uśmiech”. Ale w przeciwieństwie do filmowej postaci, choć był prymusem, to jednocześnie nie był życiowym fajtłapą. Przeciwnie, już w starszym wieku na przełomie studiów nie stronił od imprez, także wtedy zaczął palić. – – mówi jeden z jego znajomych z tamtych lat. Choć inny zastrzega, że stało się to już po rozbracie z harcerstwem w ostatniej klasie liceum.

Na studiach prawniczych aktywność towarzyska Dudy osłabła. Prawo to kierunek, na którym nie ma zbyt wiele czasu na typowe studenckie życie, podkreśla jeden ze znajomych prezydenta. Na uczelni podobnie jak w szkole okazał się bardzo pojętnym słuchaczem, o czym świadczy chociażby fakt, że po skończeniu studiów otrzymał propozycję asystentury i formalnie na Uniwersytecie Jagiellońskim zatrudniony jest dziś. W 2005 roku doktoryzował się (jego rozprawa „Interes prawny w polskim prawie administracyjnym” została wydana drukiem w 2008 roku). – – wspomina Marcin Kedryna.

Legalista perfekcjonista

Niedługo po doktoracie okazało się jednak, że trafi do polityki. Na początku w roli eksperta. Arkadiusz Mularczyk szukał prawnika, który pomoże PiS-owi przygotować projekt ustawy lustracyjnej. – – opowiada Mularczyk. A choć Sejm w kadencji 2005–2007 był ostro podzielony, to akurat na początku w tej sprawie zawiązała się szeroka koalicji PO-PiS-LPR z udziałem Samoobrony i PSL. Rolą Dudy było przełożenie politycznych pomysłów dotyczących lustracji na język prawa. Propozycja Dudy stała się podstawą do ustawy, którą przyjął w końcu Sejm. W znaczący sposób rozszerzała ona zakres lustracji. Sporą część ustawy uchylił później Trybunał Konstytucyjny, kwestionując np. lustrację ogółu naukowców czy dziennikarzy. Praca nad ustawą stała się dla Dudy przepustką do kariery rządowej. Zbigniew Ziobro, gdy został ministrem sprawiedliwości, zaproponował ekspertowi sejmowej komisji stanowisko zastępcy w swoim resorcie. –– zapewnia Marcin Kedryna.

Został podsekretarzem stanu. – – opowiada z kolei koleżanka z resortu Beata Kempa. Ale choć resort sprawiedliwości był z punktu widzenia PiS jednym z najważniejszych, akurat Andrzej Duda nie był na frontowym odcinku. Zajmował się współpracą z Sejmem i miał zacząć proces informatyzacji wymiaru sprawiedliwości. Jednak w przeciwieństwie do swojego szefa, koledzy z rządu postrzegali go raczej jako eksperta i kompetentnego urzędnika, a nie polityka.

Podobnie jak w szkole i na studiach, znów okazał się prymusem. To nie przesada, tego sformułowania w rozmowie z nami użyło dwóch wiceministrów z innych resortów, którzy mieli okazję spotykać się z nim na obradach Komitetu Stałego. – – opowiada jeden z ówczesnych wiceministrów w rządzie PiS. Przy okazji był legalistą. Jeden z jego znajomych zadzwonił, opowiadając o sprawie, która go oburzała i która mogła sugerować złamanie prawa. Duda zapytał: – – wspomina znajomy prezydenta. Duda jako funkcjonariusz publiczny miał obowiązek zgłosić podejrzenie popełniania przestępstwa.

Pierwsza próba wejścia Dudy do parlamentu zakończyła się fiaskiem. W wyborach w 2007 roku startując z listy PiS, nie zdobył mandatu. Ale wkrótce potem trafił do Pałacu Prezydenckiego. Został podsekretarzem stanu odpowiedzialnym za kwestie prawne w kancelarii. Na początku miał dosyć ciężko. – – tłumaczy osoba pracująca wówczas w pałacu. – – dodaje znajomy prezydenta. Sytuacja zmieniła się dopiero wtedy, gdy Michał Kamiński został europosłem. Wtedy notowania Dudy u prezydenta wzrosły. Mimo że był związany ze Zbigniewem Ziobrą, wszedł do ścisłego zasobu kadrowego Lecha Kaczyńskiego.

Z urzędnika polityk

Kolejną cezurą w życiu Andrzeja Dudy okazał się 10 kwietnia 2010 r. Po katastrofie smoleńskiej doszło między nim a Bronisławem Komorowskim, ówczesnym marszałkiem Sejmu, do sporu w sprawie przejęcia obowiązków głowy państwa po śmierci urzędującego prezydenta. Duda sprzeciwiał się temu, dopóki śmierć prezydenta nie zostanie oficjalnie potwierdzona. Jak podkreślają osoby z jego otoczenia, do głosu doszła wówczas natura legalisty. W katastrofie oprócz prezydenta i jego małżonki zginęło wiele osób z kancelarii, z którymi Andrzej Duda był związany. Tego dnia był w domu Władysława Stasiaka, by przekazać kondolencje żonie. Kilka dni później poleciał do Rosji, by sprowadzić zwłoki śp. Marii Kaczyńskiej. Potem zaangażował się w pochówek prezydenta na Wawelu i razem z innymi ministrami w kancelarii złożył rezygnację, gdy PKW ogłosiła oficjalne wyniki wyborów, w których wygrał Bronisław Komorowski.

Duda przestał być urzędnikiem, a został politykiem. Zaczął od startu w wyborach na prezydenta Krakowa z rekomendacji PiS. Jacka Majchrowskiego nie pokonał, ale został radnym. Potem jego kariera zaczęła się toczyć szybciej. Rok później został posłem PiS z najlepszym wynikiem w Krakowie i zaraz potem musiał dokonać wyboru. Tuż po wyborach Komitet Polityczny PiS wyrzucił z partii Zbigniewa Ziobrę, Jacka Kurskiego i Tadeusza Cymańskiego, w efekcie grupa posłów opuściła PiS i założyła Solidarną Polskę. Duda miał dylemat – musiał wybierać między osobami, które wciągnęły go polityki, a partią. –– opowiada współpracownik Dudy. Przy okazji to pokazało jeszcze jedną cechę obecnego prezydenta, jego decyzyjność. Choć miał dylemat, to decyzję podjął. – – przytacza anegdotę Kedryna.

Ale efektem decyzji o zostaniu w PiS było także to, że jego znaczenie publiczne zaczęło rosnąć. Został rzecznikiem PiS, potem dostał się do europarlamentu i już wówczas było widać, że jeśli PiS dojdzie do władzy, to pobyt Dudy w Brukseli nie potrwa długo, czego on sam miał świadomość. Wszelkie awanse były efektem jego pracowitości i okoliczności: z Ziobrą z partii zniknęła grupa młodych znanych polityków, a ci, którzy zostali, jak Adam Hofman, ostatecznie wpadli w kłopoty. Na tym tle on, spokojny i pracowity, robił karierę. – – zastrzega jeden z posłów PiS.

Zawsze pomoże, o każdej porze

Ów spokój dla wszystkich, którzy szukają bardziej pikantnych szczegółów z życia prezydenta, jest zabójczy. Nie towarzyszą mu skandale, trudno nawet znaleźć więcej niż kilka i to łagodnych anegdot na jego temat. Posłowie, którzy nie znają go bliżej, mają go wręcz na nieco nudnego. Z kolei bliżsi znajomi zapewniają o jego poczuciu humoru. – Opowiada dowcipy najlepiej w PiS – zapewnia Beata Kempa, ale niestety nie pamięta żadnego z nich. – Ma dystans do siebie. Jak został wybrany i miał spotkanie w gronie bliskich znajomych, po tym jak usłyszał peany na swoją cześć, powiedział, że jeśli zauważą objawy oderwania czy zadęcia, to natychmiast mają mu to przekazać – uśmiecha się Wojciech Kolarski.

Inne cechy, które są jego atutami, to otwartość i wrażliwość. Szef jego biura pamięta, jak kiedyś w momencie zamykania biura przyszedł do Andrzeja Dudy starszy człowiek, który chciał się z nim widzieć. Poseł przyjął go i poszedł z nim do apteki, by wykupić mu okulary z recepty. Są też inne relacje: jako nastolatek miał znaleźć w zaspie śpiącego człowieka, odniósł go do domu. –– zauważa jeden ze współpracowników. Pośrednio potwierdza to Anna Grodzka, z którą Duda współpracował w krakowskim Okrągłym Stole Mieszkaniowym, pomagającym mieszkańcom eksmitowanym z prywatyzowanych kamienic.

Kiedy Andrzej Duda wystartował w wyborach, PiS nie liczył na zwycięstwo, chodziło głównie o dobry wynik przed wyborami parlamentarnymi. – – mówi Wojciech Kolarski. Okazało się, że to skuteczna strategia. – – śmieje się Arkadiusz Mularczyk.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło Dziennik Gazeta Prawna
Powiązane
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj