Premier Beata Szydło wypowiedziała się przeciwko przyjmowaniu uchodźców do Polski w obecnych warunkach. – – powiedziała Beata Szydło w wywiadzie dla Superstacji, który ma w całości ukazać się dziś.
Wczoraj ten fragment pojawił się na stronie internetowej telewizji. Ale choć brzmi kategorycznie, to najważniejsze słowa w nim to: „w tej chwili”. Rząd argumentuje, że obecnie nie działają zapowiadane procedury i nie ma pewności, że uchodźcy, którzy trafią do Polski, będą dobrze sprawdzeni i nie trafią się wśród nich terroryści czy weterani armii Państwa Islamskiego. Rzecznik rządu Rafał Bochenek tłumaczył, że taki jest kontekst słów wypowiedzianych przez premier Szydło.
To stanowisko popierają partyjni koledzy szefowej rządu. – – twierdzi poseł PiS Jacek Sasin.
Formalnie więc wypowiedź premier Szydło nie jest wycofaniem się ze zobowiązań podjętych wobec UE, a jedynie stwierdzeniem, że czekamy na zorganizowanie w pełni bezpiecznych warunków relokacji dla państw przyjmujących uchodźców.
– mówi Rafał Trzaskowski, były wiceminister spraw zagranicznych, który negocjował porozumienie w poprzednim rządzie. Bo stanowisko Beaty Szydło zostało wygłoszone w kontekście wtorkowych zamachów w Brukseli.
Mieści się ono jednak w kontekście działań nowego rządu, który wprawdzie podtrzymał zobowiązania poprzedników, ale starał się minimalizować ich skutki. W styczniu premier Szydło zapowiedziała, że przyjmiemy na początek 100 uchodźców. Teraz okazuje się, że na razie – nikogo.
Politycy PiS, z którymi rozmawialiśmy, sugerują, że w praktyce takie stanowisko może oznaczać, że kwestia przyjęcia uchodźców jest odsuwana na bliżej nieokreślony czas, a być może w ogóle do tego nie dojdzie.
uważa jednak Rafał Trzaskowski.
Polska ma w tej sprawie pewną swobodę manewru. Po pierwsze, mamy przyjąć tylko tych, którzy będą chcieli do nas przyjechać. Po drugie, mogą ich prześwietlić nasze służby i jeśli będą wątpliwości, możemy im odmówić wjazdu. Ale trudno będzie np. odmówić wjazdu kobietom czy dzieciom, motywując, że są terrorystami. Tym bardziej że problem uchodźców w Unii Europejskiej narasta. Unia szuka możliwości jego rozwiązania nie tylko przez przesuwanie uchodźców, ale przez ubiegłotygodniowe porozumienie z Turcją, by ta zapobiegała migracji do Europy.
Polska ma dwa lata na realizację unijnego porozumienia w sprawie uchodźców. Wynika z niego, że mamy przyjąć 7 tys. uchodźców. 6100 ma być relokowanych z państw unijnych. W lipcu ub.r. Polska zgodziła się na przyjęcie 1100 osób, z czego 660 miałoby trafić do nas z Włoch, a reszta z Grecji. Natomiast we wrześniu na mocy kolejnej decyzji Rady UE Polska zgodziła się na przyjęcie następnych 1201 osób z Włoch i 3881 z Grecji, co stanowiło 7,7 proc. z ogólnej liczby relokowanych z tych państw 66 tys. cudzoziemców. Oprócz uchodźców z krajów UE zgodziliśmy się przyjąć 900 osób z obozów dla uchodźców z Turcji. Procedura już trwa: polscy oficerowie łącznikowi rozmawiają na temat przyjęcia uchodźców z Grecją.
Tym, co blokuje dalsze kroki, jest brak rozporządzenia dotyczącego wykonania porozumienia. Jego projekt jest gotowy. Przewiduje ono, że w tym roku na terytorium Polski może być relokowanych nie więcej niż 400 cudzoziemców. głosi projekt.
Relokacja ma kosztować budżet 10,5 mln zł: to zarówno koszty sprawdzenia uchodźców poza granicami Polski, jak i przygotowania naszego państwa na ich przyjęcie. Rozporządzenie ma być przyjęte przez Radę Ministrów, ale projekt pilotuje resort spraw wewnętrznych i administracji. Ostatnie wpisy dotyczące urzędowej aktywności związanej z tym dokumentem pochodzą z końca stycznia tego roku, gdy po konsultacjach miało dojść od konferencji uzgodnieniowej.