- To była podstawowa zmiana ustroju. I to słowo "częściowo wolne" to dyskredytowanie – podkreśliła Romaszewska w rozmowie z PAP. Przyznała, że w sensie formalnym były to rzeczywiście częściowo wolne wybory. - Ale to była po prostu zmiana Polski, z niewoli na wolną Polskę - oświadczyła. - To był ważny dzień, który na pewno zmienił nasz kraj - dodała.

Jak mówiła, w związku z tym nie bardzo lubi określenie "częściowo wolne wybory". - Wolne wybory to były do Senatu. (...) Tytułowanie tego, główne hasło, że były to częściowo wolne wybory, to jest jak gdyby dyskredytowanie tej daty, która była ważną datą bardzo (…), która całkowicie zmieniła nam ustrój w Polsce. Nie częściowo zmieniła, tylko całkowicie zmieniła. Powoli, powoli, ale całkowicie – podkreśliła Romaszewska.

Jako "interesujące" oceniła obchody w Polsce wyborów 4 czerwca. Jej zdaniem niepotrzebne były jednak "te szpile wbijane w istniejącą władzę, która jest władzą przyzwoitą, z wyboru, normalną". - Nie ma żadnego powodu, żeby nieustająco wbijać jej te szpile "przy okazji". Można wbijać szpile władzy wtedy, kiedy ona coś fatalnego robi, natomiast w sensie obchodzenia jakichś uroczystości jest to po prostu niewłaściwe – zaznaczyła Romaszewska.

Dodała, że wszyscy powinniśmy, w miarę możliwości, życzliwie się do siebie odnosić. - A nie, jak pan prezydent Kwaśniewski, mówić, czy na pewno pan Duda przeczytał list. No więc mogę powiedzieć, że przeczytał – oświadczyła Romaszewska.

Nawiązała w tym miejscu do słów b. prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego, który we wtorek w debacie "30 lat polskiej demokracji. Forum Obywatelskie" w Gdańsku odniósł się do odczytanego chwilę wcześniej przez Zofię Romaszewską listu prezydenta Andrzeja Dudy. Kwaśniewski powiedział wówczas: Z mojej praktyki prezydenckiej wynika, że często listy prezydentów są bardzo pięknie napisane. Dobrze byłoby, żeby jeszcze prezydenci te listy przeczytali i wdrożyli w życie.

- Mówi to człowiek, który robił karierę, nie że był komunistą, tylko robił karierę takiego małego, paskudnego człowieczka, który usiłował być ważny w PRL-u – zauważyła.

Przyznała jednocześnie, że Kwaśniewski dwie kadencje był prezydentem, więc społeczeństwo go zaakceptowało.

30 lat temu, 4 czerwca 1989 r., na mocy porozumień między władzami PRL a częścią opozycji odbyły się częściowo wolne wybory parlamentarne. Zwycięstwo "S" otworzyło nową epokę w najnowszych dziejach Polski oraz wpłynęło na proces upadku komunizmu w Europie Środkowej.

W wyborach do Senatu kandydaci Komitetu Obywatelskiego uzyskali 92 mandaty, strona koalicji rządowej ani jednego. Z kolei w wyborach do Sejmu "Solidarność" zdobyła 160 ze 161 możliwych do zdobycia miejsc. Kandydaci koalicyjni z 299 przysługujących im mandatów uzyskali zaledwie trzy. Natomiast na 35 kandydatów z listy krajowej, na której znajdowali się czołowi przedstawiciele koalicji rządowej, tylko dwaj otrzymali ponad 50 proc. głosów, co zgodnie z ordynacją oznaczało, że pozostali zostali wyeliminowani, a 33 mandaty poselskie będą nieobsadzone.

Kolejne tygodnie pokazały, że zwycięstwo „S” pozwoliło doprowadzić do powołania na stanowisko szefa Rady Ministrów Tadeusza Mazowieckiego. Ukoronowaniem zwycięstwa z 4 czerwca było uzyskanie przez premiera wotum zaufania: 24 sierpnia 1989 r. zdobył poparcie 378 posłów spośród 423 biorących udział w głosowaniu.

Kilka tygodni później w krajach Europy Środkowej rozpoczęły się przemiany, które doprowadziły do upadku systemów komunistycznych. Za symboliczny początek Jesieni Narodów uważane są wybory z 4 czerwca 1989 r.