Z artykułów publikowanych w drugiej połowie sierpnia przez portal Onet wynikało, że ówczesny wiceszef MS Łukasz Piebiak utrzymywał w mediach społecznościowych kontakt z kobietą o imieniu Emilia, która miała prowadzić akcje dyskredytujące niektórych sędziów, m.in. szefa Iustitii prof. Krystiana Markiewicza. Miało się to odbywać za wiedzą wiceministra. Po tych doniesieniach Piebiak podał się do dymisji. Według doniesień "Gazety Wyborczej" w grupie internetowej "Kasta", która zajmowała się "oczernianiem sędziów sprzeciwiających się zamachowi na wymiar sprawiedliwości", mieli być także sędzia Maciej Mitera oraz Jarosław Dudzicz.

Mitera zapytany w TOK FM, czy w związku z podejrzeniami o udział w akcji hejterskiej w MS zrezygnuje ze swojej funkcji, odpowiedział, że "gdybym to wszystko brał na poważnie, zapewne tak".

- Nie byłem w żadnej grupie z panią Emilią - zaznaczył rzecznik KRS. - Nie mam natury hejtera, nikogo nie hejtowałem - dodał.

- Jestem tylko winny tego, że odbierałem telefony od Emilii Szmydt - powiedział Mitera. Podkreślił także, że "na razie czeka na dalsze zachowania pani Emilii".

Mitera pytany, czy widzi problem w tym, że w KRS zasiadają skompromitowani sędziowie, którzy mogą być związani z aferą hejterską, odpowiedział, że "widzi problem". Jego zdaniem "prezydium zabrało zdecydowany głos".

W sierpniu prezydium KRS wydało stanowisko w sprawie zorganizowanej akcji insynuacji i oskarżeń wobec sędziów, w którym potępiło działania sędziów w zorganizowanej akcji hejterskiej w Ministerstwie Sprawiedliwości.

"Taka działalność zasługuje na najwyższe potępienie i uchybia godności urzędu sędziego, uzasadniając wątpliwości co do nieskazitelności charakteru zaangażowanych w nią osób" - oświadczyło prezydium KRS.

We wrześniu rzecznik KRS Maciej Mitera wydał komunikat w którym zapewnił, że "Krajowa Rada Sądownictwa prowadzi czynności wyjaśniające".