Mąż Barbary Blidy był rozgoryczony postanowieniem sądu. Z decyzją nie zgadzał się też reprezentant rodziny Blidów Leszek Piotrowski. "W razie śmierci pokrzywdzonego prawa, które by mu przysługiwały, mogą wykonywać osoby najbliższe" - przekonywał dziennikarzy mecenas Piotrowski. Jednak Zbigniew Ćwiąkalski, profesor prawa karnego Uniwersytetu Jagiellońskiego w Krakowie, w rozmowie z DZIENNIKIEM przyznaje, że werdykt był uzasadniony: "Tak stanowi kodeks karny, który jak widać, jest niedoskonały" - mówił profesor.

Reklama

Werdykt sądu poprzedziła seria ostrych wypowiedzi polityków, którzy przerzucali się odpowiedzialnością za samobójczą śmierć byłej posłanki SLD w trakcie zatrzymania. Zaczął minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro: "Można powiedzieć, że za to zdarzenie odpowiada środowisko SLD, które tolerowało relacje pani Blidy z osobami z mafii węglowej. To były fakty powszechnie znane" - oświadczył w Telewizji Trwam.

Lewica była oburzona: "Ziobro będzie gorzko żałował swoich słów" - mówił Wojciech Olejniczak. "To obrzydliwość, nic więcej" - wtórował mu Marek Borowski.
Jednak premier bronił swojego ministra: "Gdyby pani Blida w 1989 roku czy w 1991 zdecydowała się na inną opcję [polityczną], to sądzę, że dzisiaj by żyła, tak mi się wydaje" - stwierdził Jarosław Kaczyński.

Sam Ziobro nie zraził się krytyką ze strony lewicy. W czwartek po południu na konferencji prasowej powtórzył swoje stanowisko: "To, że doszło do samobójstwa Blidy, nie jest winą prokuratury. Jej śmierć obciąża moralnie tych, którzy stworzyli system. System, w którym przenikają się politycy, biznes i świat przestępczy" - argumentował i wymieniał kolejne nazwiska baronów lewicy podejrzanych i skazanych za popełnienie przestępstw.

Sprawa Barbary Blidy ciągnie się już od pięciu miesięcy. Adwokaci złożyli zażalenie na zatrzymanie byłej posłanki zaraz po jej samobójczej śmierci. Przypomnimy, że 25 kwietnia o 6 rano do domu Blidów w Siemianowicach Śląskich zapukali funkcjonariusze ABW. Na polecenie prokuratury chcieli ją zatrzymać i zawieźć na przesłuchanie. Tam śledczy z zespołu zajmującego się „mafią węglową” chcieli postawić jej zarzuty w sprawie korupcji.

Blida wpuściła ABW do domu. Potem za zgodą funkcjonariuszy udała się do łazienki. Wyjęła ukryty w szafce pistolet i oddała do siebie śmiertelny strzał.
Zdaniem obrońców prokuratura przekroczyła swoje uprawnienia. Nie musiała zatrzymywać byłej posłanki, gdyż wystarczyło wysłać jej normalne wezwanie. Gdyby tak się stało, uniknięto by tragedii - twierdzi obrona.

Czy więc prokuratorzy przekroczyli uprawnienia? Miał o tym zdecydować wczoraj Sąd Rejonowy w Katowicach. Jednak sędziowie nie zajęli w tej sprawie stanowiska. Poszło o sprawy formalne. Zdaniem sądu adwokaci Blidów nie mieli pełnomocnictw, by reprezentować nieżyjącą posłankę. Pierwszy z adwokatów Leszek Piotrowski uprawnienia do reprezentowania rodziny dostał od męża Blidy. Jednak sąd uznał, że tylko pokrzywdzona może udzielić pełnomocnictwa.

Piotrowski się z tym nie zgadza. Adwokat nadal twierdzi, że zatrzymanie posłanki "zostało wykonane w sposób przestępczy": "Nie zmieniam zdania" - dodaje.
Z drugą pełnomocniczką Blidów sprawa jest bardziej skomplikowana. Mecenas Stanisława Mizdra jest bliską znajomą rodziny byłej posłanki. Mizdra miała pełnomocnictwa Barbary Blidy podpisane jeszcze za jej życia. Jednak także jej zażalenie nie zostało rozpatrzone. Dlaczego? "Sąd stanął na stanowisku, że śmierć Blidy nie pozwala na rozpoznanie mojego zażalenia" - powiedziała dziennikarzom Mizdra.

Znany karnista Zbigniew Ćwiąkalski uważa, że sąd miał rację, i oparł decyzję o obowiązujące prawo: "Niestety, nie wystarczy udzielenie pełnomocnictwa ogólnego. Pani Blida powinna była udzielić adwokatowi pełnomocnictwa szczególnego, czyli w tym przypadku do występowania w sprawie jej zatrzymania. Ale tego przecież nie mogła przewidzieć" - mówi DZIENNIKOWI profesor.

Postanowienie sądu to sukces prokuratury, która pierwsza zwróciła uwagę na brak pełnomocnictw Leszka Piotrowskiego i Stanisławy Mizdry. Inaczej Henryk Blida, mąż byłej posłanki: "Spodziewałem się podobnej decyzji. To taktyczna gra w sprawie śmierci mojej żony" - mówił dziennikarzom.

Pełnomocnicy Blidów przyznają, że są bezradni: "Ten werdykt sądu zamyka nam drogę. Na to postanowienie nie ma zażalenia, co oznacza, że sąd naszą skargą na zatrzymanie Blidy nie będzie się zajmował. Takie są przepisy" - dodaje adwokat.