PE przyjął w czwartek rezolucję w sprawie praworządności w Polsce i na Węgrzech, w której stwierdza, że sytuacja w obu państwach się pogarsza, dlatego KE i Rada UE powinny wykorzystać dostępne narzędzia, by wyeliminować ryzyko naruszania wartości unijnych. Europosłowie wezwali państwa członkowskie do przyjęcia przepisów, by dostęp do środków unijnych był uzależniony od przestrzegania praworządności.

Reklama

Poparcie takich zapisów krytykuje PiS. Niespotykana jest sytuacja, żeby posłowie ze swojego ojczystego kraju konfrontowali się na arenie międzynarodowej, na arenie unijnej ze swoim rządem i podejmowali działania służące ograniczeniu funduszy unijnych - powiedziała w Strasburgu dziennikarzom po głosowaniach Wiśniewska.

Jak zaznaczyła wiadomo jak napięta jest sytuacja we Francji, ale tamtejsza opozycja nie występuje przeciwko rządowi i większości parlamentarnej na forum europarlamentu. Z całą pewnością nie służy to polskiej racji stanu - oceniła eurodeputowana PiS. - Ci państwo, którzy apelowali o powiązanie funduszy unijnych z praworządnością, pracowali nad takimi regulacjami w ubiegłej kadencji, na pewno się nie chcą dobrze Polsce przysłużyć.

Szef delegacji PO Andrzej Halicki podkreślał, że Platforma poparła rezolucję, bo "UE musi być silniejsza, a nie słabsza". Nie może być tak, że w krajach członkowskich nie respektuje się zasad prawa, może być łamana konstytucja, albo mogą być naruszane traktaty. Jeśli mówimy o Polsce, ewidentnym przykładem naruszania traktatów jest kwestia niezależności sadownictwa, dyscyplinowania sędziów - mówił dziennikarzom polityk PO.

Podkreślił, że rezolucja przypomina, iż podstawą funkcjonowania UE są wartości, które muszą być przestrzegane. Halicki przyznał, że martwi go, że na sali było ponad 100 parlamentarzystów (dokładnie 178), którzy sprzeciwili się rezolucji, co - jego zdaniem - udowadnia, że są przeciwnikami Wspólnoty.

PO odrzuca oskarżenia ze strony PiS, że przez głosowanie przyłącza się do odbierania funduszy unijnych dla Polski. "Jeżeli prawo jest przestrzegane, to nie ma żadnego zagrożenia (...). Możemy ustanowić mechanizm (wiązania środków z praworządnością - PAP), ale nie dla Polski i Węgier. On musi być dla całej Unii, wszystkich państw" - mówił europoseł PO Jan Olbrycht.

Jednak do takiego podejścia nie są przekonani wszyscy politycy opozycji. PSL zagłosowało przeciw poprawce w tej sprawie, choć rezolucję jako całość poparło. To nowe podejście, bo do tej pory ludowcy raczej wstrzymywali się od głosu (lub nie głosowali) w przypadku przyjmowania takich stanowisk przez PE.

Staraliśmy się wstrzymywać w tych sprawach, bo uważaliśmy, że może uda się je wewnętrznie rozstrzygnąć. Tymczasem widać wyraźnie, że ta sytuacja się nie poprawia, tylko pogarsza, co zostało w rezolucji zaznaczone. Doszliśmy do momentu, że nie można udawać, że problemu nie ma - powiedział PAP europoseł ludowców Jarosław Kalinowski.

Choć większość SLD poparła rezolucję eurodeputowany Sojuszu Bogusław Liberadzki wyjął kartę do głosowania. Nie mogłem głosować za czymś, co naraża interes finansowy Polski - powiedział w rozmowie z PAP i telewizją Polsat.

Z kolei lider Wiosny Robert Biedroń przyjął wynik głosowania oklaskami na stojąco. Jak napisał na Twitterze potrzebne są bardziej regularne wysłuchania, przy udziale PE, a także nowy mechanizmu dotyczący praworządności.

Kandydat lewicy na prezydenta RP, europoseł Biedroń, na stojąco bije brawo po uchwaleniu rezolucji PE przeciwko Polsce - skomentowała jego zachowanie europosłanka PiS Beata Szydło.