Do dobrego dyplomatycznego obyczaju należy niekomentowanie pewnych szczegółów, które dla dobra polskiej dyplomacji powinny pozostać sprawą wewnętrzną – skomentował zarzuty ambasadora Izydorczyka na antenie Radia ZET Paweł Jabłoński. Według mojej wiedzy jest w tym zawiadomieniu nie jedno, a sporo kłamstw – dodał. Jego zdaniem, słowa ambasadora to forma zemsty za utratę stanowiska. Sprawę - zdaniem wiceministra - wyjaśni jednak prokuratura, która ma ocenić zarzuty wobec dyrektora generalnego. Jak jednak dodał, w stosunku do byłego ambasadora również toczą się pewnego rodzaju postępowanie

Reklama

Sam Jacek Izydorczyk oskarża bowiem urzędników m.in. o przekroczenie uprawnień, niedopełnienie obowiązków i poświadczenie nieprawdy.

Głównym oskarżanym jest dyrektor generalny MSZ Andrzej Papierz, szara eminencja resortu, na początku lat 90. oficer specsłużb. To główny kadrowiec polskiej dyplomacji — decyduje, kto i na jakie stanowisko wyjeżdża. W praktyce, wobec słabej pozycji szefa MSZ Jacka Czaputowicza, Papierz jest uważany za najważniejszego człowieka w polskiej dyplomacji – pisze Onet.

To Papierz doprowadził do odwołania Izydorczyka z placówki w Tokio latem minionego roku. Izydorczyk przekonuje w doniesieniu do prokuratury, że zrobił to, wielokrotnie naruszając prawo – dodaje portal.

Były ambasador zarzuca Papierzowi m.in. skandaliczne zachowanie w japońskiej świątyni. Papierz podszedł do kadzi z wodą i zaczął symulować, że obmywa sobie genitalia. Radośnie przy tym rechotał. Towarzyszący mu ludzie z MSZ też się świetnie bawili. Zachowywali się, jak gimnazjaliści na wycieczce. A Japończycy udawali, że tego nie widzą, bo nie wiedzieli, jak zareagować. Tak jak napisałem w zawiadomieniu do prokuratury: informowałem o tym incydencie szefa MSZ. Bez reakcji – mówi Izydorczyk.

Izydorczyk uważany jest za człowieka byłego szefa MSZ Witolda Waszczykowskiego. Przed wyjazdem na placówkę nie był dyplomatą, w ogóle nie pracował jako urzędnik — był wykładowcą prawa na Uniwersytecie Łódzkim i adwokatem. W piśmie wielokrotnie przekonuje, że jako osoba z zewnątrz, padł ofiarą układu zawodowych dyplomatów, którzy rządzą w MSZ. Tajemnicą poliszynela jest to, że po dymisji Waszczykowskiego na początku 2018 r., ruszyła czystka jego ludzi na placówkach – czytamy w Onecie.