Niestety odebrano mi prawo udziału w zjeździe. Zostałem niesprawiedliwie i bezpodstawnie zawieszony i dlatego zamiast na kongres wybieram się na konferencję naukową organizowaną przez wydział
prawa Uniwersytetu Łódzkiego.
Wciąż mam nadzieję, że nasz plan reform w partii zostanie przedyskutowany i przyjęty. To absolutne minimum, by partia otworzyła się na nowe środowiska i zaczęła się rozwijać.
Wiele znaków na niebie i ziemi wskazuje, że tak się w istocie stanie. Ale mam jeszcze nadzieję, że nasz głos zostanie wysłuchany.
To absolutna niedorzeczność. W każdej dużej partii prawicowej Europy Zachodniej istnieją różnice zdań i to znacznie donośniejsze niż w PiS. Ale to nie musi prowadzić do rozpadu. Wręcz
przeciwnie, to ten, który tłumi wewnętrzne dyskusje, gotuje partii zły los. Prowadzi to bowiem do marazmu i frustracji.
Od początku istnienia PiS podnosiłem kwestie potrzeby kolegialności i integracji różnych środowisk. Wielokrotnie rozważałem podanie się do dymisji. Nieraz byłem świadkiem złych
decyzji.
Bardzo poważnie myślałem, czy ponownie objąć funkcję wiceprezesa na zjeździe w czerwcu 2006 r. Już wtedy miałem poważne zastrzeżenia, co do funkcjonowania stronnictwa. Więc myśl o
reformie partii nie przyszła nagle pod wpływem jakiegoś jednorazowego wydarzenia, ale była wynikiem pewnego procesu.
Mam żal i do prezesa, i do tych ludzi w jego otoczeniu, którzy wypowiadają się w duchu dyskwalifikacji moralnej. Szczególnie mam żal za brzydkie osobiste napaści.
To pytanie do prezesa. Zresztą problemem nie są ludzie, ale reguły, jakie powinny panować w partii. PiS powinien mieć silne przywództwo, ale też silną podmiotowość wewnętrzną i swobodę.
I ci, którzy deklarują teraz 100-procentową dyspozycyjność, nie służą przyszłości partii
To narastało z biegiem lat. Ale nie byłby to problem, gdyby tylko Jarosław Kaczyński zechciał nadać partii dobre reguły. Niestety, on składa dziś los stronnictwa w ręce tych, którzy nie
chcą być samodzielni.
To element czarnej kampanii przeciwko nam. Nie ci niszczą PiS, którzy domagają się swobodnej dyskusji, ale ci, którzy czynią partię martwą i bez przyszłości. Gdyby to ode mnie zależało,
to Adam Bielan pożegnałby się ze stanowiskiem rzecznika. Partii potrzebne jest odświeżenie i powinno to dotyczyć także funkcji rzecznika.
Nie wybrałem PO, bo jestem konserwatystą i rzecznikiem ambitnej zmiany ustrojowej. Przyznaję, PiS odchodzi od tych ideałów, a na pewno rezygnuje z tej ambitnej polityki, zamykając się i
blokując rozwój debaty publicznej.
Chodzi o atmosferę strachu przed swobodą dyskusji i narażeniem się prezesowi. Wielu ludzi nam kibicuje, jednak nie mają odwagi powiedzieć tego publicznie. To niszczy każdą wspólnotę.
Wmawia się, że jesteśmy w partii osamotnieni, tymczasem otrzymaliśmy w tym tygodniu wiele głosów wsparcia i solidarności z Wrocławia, Krakowa, Łodzi i Katowic. Nie prowadzimy jednak żadnej
gry frakcyjnej, nie grupujemy wokół siebie posłów. Nam chodzi o idee reformatorskie, jakie mogą przydać się całej partii, nawet tym, którym nasze działania mogą się nie podobać.
Będę posłem niezrzeszonym.
Nie było takich planów, poza planem zreformowania PiS – i wszystko jest do odwrócenia, jeżeli kierownictwo PiS zdecydowałoby się na dopuszczenie do dyskusji nad reformą.
Zawsze potrafiłem budować mosty między PiS a PO, ale nigdy nie zamierzałem przechodzić z partii do partii.
Wspólnie podjęliśmy działania na rzecz ochrony dziedzictwa narodowego. Cieszę się, że Tomasz Merta może je kontynuować. Zdecydowały więc kwestie merytoryczne.