Rozmowa odbyła się w cztery oczy i trwała około godziny. Choć spotkanie było oficjalne, bo odbywało się w gabinecie premiera, otoczone jest jednak tajemnicą. O spotkaniu nie mieli pojęcia współpracownicy Tuska. Nie wie o nim na przykład nic minister Julia Pitera. "Byłam wczoraj w kancelarii prawie cały dzień. Ale nic nie wiem o spotkaniu. Nie widziałam tam Millera" - mówi zdziwiona Pitera. I dodaje: "To dziwne, że jeżeli do spotkania doszło, to nikt z pracowników kancelarii o tym nie mówił. Przecież Miller jest rozpoznawalny i jeśli był w kancelarii, to na pewno ktoś go musiał widzieć".

W spotkanie nie chce wierzyć poseł PO Janusz Palikot. "To niemożliwe. Znam pana premiera. Nie wierzę, że spotkał się z panem Millerem, bo niby po co?" - pyta Palikot.

Jednak fakt, że do spotkania Tuska z Millerem doszło, potwierdza szef kancelarii premiera Tomasz Arabski. "W kancelarii premiera pan premier Donald Tusk spotkał się z panem Leszkiem Millerem" - mówi DZIENNIKOWI Arabski. Zaznacza jednak, że rozmowa odbyła się w cztery oczy i żadnych szczegółów nie zna.

Dość enigmatycznie o spotkaniu mówi też Miller. Były premier przyznaje jedynie, że rozmawiał z Tuskiem o bieżącej sytuacji politycznej. Politycy rozmawiali też o relacjach między premierem Tuskiem a prezydentem Lechem Kaczyńskim. Miller opowiadał Tuskowi o swoich szorstkich relacjach z prezydentem Aleksandrem Kwaśniewskim, kiedy Miller był premierem.

I to właśnie spór z Pałacem Prezydenckim jest tym, co łączy Tuska z Millerem. Otwarty konflikt między premierem a Lechem Kaczyńskim trwa od kilku tygodni. Najpierw poszło o kandydaturę Radosława Sikorskiego na szefa MSZ. Później pojawiły się kolejne spory w kwestii polityki zagranicznej. I choć w środę prezydent spotkał się z premierem, by załagodzić nieco sytuację, różnice w kwestiach zagranicznych pozostały.

W podobnej sytuacji, w jakiej jest dziś Tusk, był kiedyś Miller. Jako premier też miał otwarty konflikt z prezydentem Aleksandrem Kwaśniewskim. I też chodziło głównie o politykę zagraniczną. W ostatnim czasie rozstrzygała się kwestia tego, kto ma pojechać 13 grudnia na szczyt do Lizbony, by podpisać unijny traktat reformujący: Tusk czy Kaczyński. Pojadą obaj, ale traktat podpisze premier.

Podobnie było, gdy Polska przystępowała do Unii. Tuż przed szczytem w Atenach w kwietniu 2003 r., na którym miał być podpisany traktat akcesyjny, do ostrego sporu doszło pomiędzy premierem Millerem a prezydentem Kwaśniewskim o to, kto ma tam pojechać, i kto ma podpisać dokument. W rezultacie pojechali obaj, ale to Miller podpisał traktat.

p

Miller: mówiłem o moich doświadczeniach z prezydentem Kwaśniewskim

Kamila Wronowska: W czwartek spotkał się pan z premierem Donaldem Tuskiem. Z czyjej inicjatywy odbyło się to spotkanie?
Leszek Miller*: Pan premier zaprosił mnie na rozmowę, kiedy złożyłem mu gratulacje z okazji objęcia funkcji szefa rządu.

Udzielił pan jakichś rad Tuskowi?
Rozmawialiśmy o polityce, o specyfice bycia premierem. Mówiłem o swoich poglądach na temat relacji między premierem i prezydentem, ale przecież premier nie musi ich traktować jako dobrych rad. Dzieliłem się swoimi doświadczeniami w kontaktach z prezydentem Aleksandrem Kwaśniewskim.

O tym, że kontakty premiera z prezydentem bywają trudne, wie pan jak mało kto.
W polityce zagranicznej prezydent spełnia funkcje pomocnicze w stosunku do rządu. Ale każdy polski prezydent ma tendencję do swoistego rozpychania się. A to utrudnia sytuację premierowi. Tak samo Kwaśniewski chciał być czynnie obecny zwłaszcza w takich wydarzeniach, w których słychać było skrzydła historii. Generalnie rzecz biorąc, dobrze jest, kiedy premier i prezydent współdziałają ze sobą. Ja to rozumiem jako informowanie prezydenta o bieżącej polityce, zamiarach i przygotowywanych decyzjach, a nie jako proszenie o decyzje. Bo te nie są w kompetencjach prezydenta. Z wyłączeniem nominacji ambasadorów rzecz jasna.

Z tej okazji podano wino?
Nie.

*Leszek Miller, były premier