Wpadka jest utrzymywana przez Kancelarię Sejmu w tajemnicy. Dowiedzieliśmy się o niej przypadkiem, od jednej z byłych parlamentarzystek. "Na skrzynkę głosową mojego telefonu komórkowego nagrała się urzędniczka z Sejmu. Zdenerwowana prosiła o pilny kontakt w sprawie odprawy" - relacjonuje prosząca o anonimowość informatorka.

Nasza rozmówczyni sądziła, że może chodzić o kilkaset złotych pomyłki wynikającej z błędnych obliczeń. Nie zaglądała do banku, nie wiedziała więc, że na jej konto dwukrotnie wpłynęła kilkutysięczna suma. "Kiedy jednak skontaktowałam się z Kancelarią Sejmu, wprost powiedziano mi o błędzie i poproszono o zwrot pieniędzy. Oczywiście obiecałam to zrobić i słowa dotrzymam" - mówi była posłanka.

Poszliśmy tym tropem. Jednak przez cały dzień sejmowi urzędnicy i biuro prasowe unikało wypowiedzi w tej sprawie. Słyszeliśmy tylko zdawkowe: "Sprawdzamy". Zadzwoniliśmy do kilkunastu byłych posłów IV kadencji. Żaden nie przyznał się do otrzymania nienależnych pieniędzy. Wielu twierdziło, że nie zaglądało od wyborów do banku, bo nie mają czasu, bo szukają nowego zajęcia. "Słyszałem o takiej sprawie od kilku byłych posłów Samoobrony, ale nie mogę podać ich nazwisk, bo prosili mnie o dyskrecję. Na pewno nie chodzi o mnie" - mówi Janusz Maksymiuk.

Wreszcie późnym popołudniem Kancelaria Sejmu potwierdziła: "Tak, doszło do pomyłki jednej z pań. Kliknęła w niewłaściwe okienko i przelewy wyszły jeszcze raz" - mówi dyrektor biura prasowego Sejmu Jarosław Szczepański. I trochę usprawiedliwia urzędniczkę, bo błąd ma wynikać także z faktu, że w ubiegły poniedziałek zmienił się system przekazywania należności. Właśnie wprowadzone do programu komputerowego korekty miały według Szczepańskiego zmylić urzędniczkę.

Do błędu doszło bowiem w ostatni wtorek - 11 grudnia. W tym dniu Kancelaria Sejmu zleciła fatalny przelew. Taki sam jak cztery dni wcześniej.

Błąd wykryto bardzo szybko. I natychmiast podjęto akcję odzyskiwania niesłusznie wypłaconych pieniędzy. Jak twierdzi nasz informator z kancelarii Sejmu, wszyscy byli potwornie zdenerwowani. - "Przez dwa dni próbowano się do nich dodzwonić, co nie zawsze jest łatwe, bo niektórzy po tym, jak nie dostali się do Sejmu, pozmieniali numery telefonów" - mówi.

Szczepański twierdzi jednak, że operacja odzyskiwania pieniędzy idzie dobrze. "Wszyscy, z którymi skontaktowała się kancelaria, obiecali, że zwrócą całą kwotę" - mówi.

Całą, czyli jaką? Standardowa odprawa dla byłego posła wynosi 29 tysięcy brutto. Ale często bywa niższa, bo posłowie spłacają kredyty, rozliczają się z zaliczek. W sumie jednak - jak ustaliliśmy - kwota błędnych przelewów to kilkaset tysięcy złotych.

Na razie Kancelaria Sejmu nie podjęła decyzji, czy i w jaki sposób winna błędu urzędniczka zostanie ukarana. Ustaliliśmy jej nazwisko, ale zdecydowanie odmówiła rozmowy. "Nie mam nic do powiedzenia, proszę dzwonić do biura prasowego" - stwierdziła i odłożyła słuchawkę.

Była posłanka, nasza informatorka, bardzo jej współczuje: "Bardzo mi jej żal. Ciężkie dni przed nią" - mówi.