"Prezydent Lech Wałęsa trochę nie rozumie rzeczywistości, w której się znajduje. Być może problemy zdrowotne mogą mieć na to wpływ" - komentował list Wałęsy Gosiewski. Dodał, że gdyby marszałek Sejmu Bronisław Komorowski przychylił się do prośby Wałęsy "mielibyśmy do czynienia z sytuacją absurdalną do kwadratu".

Tymczasem Komorowski powiedział, że nie widzi możliwości działania w trybie prac sejmowych w kwestiach opisanych przez byłego prezydenta Lecha Wałęsę w liście do niego. "W tej kwestii trudno oczekiwać od parlamentu jakiś działań politycznych" - powiedział Komorowski. "List Wałęsy to być może próba zwrócenia uwagi, na to że być może są jakieś niepokojące przejawy mentalności, ale nie od badania mentalności jest parlament" - dodał.

Wałęsa pismo do marszałka wysłał we wtorek, ale wczoraj opublikował je na swojej stronie internetowej. Były prezydent jest zaniepokojony agresywnymi wypowiedziami polityków PiS. Oburzyło go zwłaszcza wystąpienie Lecha Kaczyńskiego w czasie uroczystości rocznicowych Grudnia '70, kiedy prezydent powiedział, że w latach 90. miał istnieć "układ agenturalny" zwrócony przeciwko budowie nowej, demokratycznej Polski.

Były prezydent zwrócił się do marszałka Sejmu "o pilne zbadanie i wyjaśnienie w trybie prac sejmowych (...) aktualnych działań i postawy polityków PiS".

Wałęsa chce, by takie śledztwo przeprowadzono, opierając się na "badaniach dokonanych przez Pana Gen. Edwarda Wejnera w jego książce <Wojsko i Politycy Bez Retuszu>". Były prezydent w piśmie do marszałka zwraca uwagę na "zróżnicowane nastroje polityczne rodaków", które "w sytuacji poczucia klęski politycznej swojej wybranej opcji" mogłyby doprowadzić "do próby przygotowania podobnych działań, jakie opisuje gen. Wejner".

"Podkreślam, że nie należy lekceważyć takich zagrożeń" - ostrzega Wałęsa.

Generał Edward Wejner to były dowódca Nadwiślańskich Jednostek Wojskowych, zdymisjonowany w 1992 roku przez Antoniego Macierewicza. Według generała, w czasie tzw. nocy teczek szykowano zamach stanu. W pełnej gotowości bojowej były jednostki nadwiślańskie oraz GROM. Sprawdzano także lądowiska dla helikopterów wokół Belwederu. To właśnie tam Lech Wałęsa miał zostać zatrzymany.

Jednak wcześniej były prezydent pojechał do parlamentu. Tam rozpoczęła się już debata nad rządem Olszewskiego i procedura jego odwołania. To miało spowodować, że zamachu stanu i aresztu dla Wałęsy nie było.