Bogumił Łoziński: W Radiu Maryja oświadczył pan, że w ciągu kilku najbliższych miesięcy może dojść do zmiany premiera. PiS szykuje jakąś bombę, która wysadzi Donalda Tuska z fotela szefa rządu?
Przemysław Gosiewski:
Nie, nie mamy jakiegoś tajnego planu.

A może macie jakąś tajemną wiedzę o tym, że premier Tusk odejdzie?
To nie tak. Ja w ten sposób odpowiedziałem na pytanie prowadzącego audycję o. Piotra Detllaffa, kto jest najsłabszym ogniwem w obecnym rządzie. A według mnie, jeśli dojdzie do zapowiadanej na najbliższe miesiące rekonstrukcji rządu, to w pierwszej kolejności powinien być zmieniony premier Donald Tusk.

Kto miałby go zastąpić?
Nie jest rolą opozycji proponowanie Platformie, kto ma być jej kandydatem na premiera. Ale mówiąc żartobliwie, zapewne lepiej radziłby sobie z tą funkcją poseł Janusz Palikot.

To nie dowcip, ale złośliwość.
Moim zdaniem Donald Tusk okazał się showmenem, który dobrze wypada na wiecach, rządzenie państwem wychodzi mu gorzej. Premier nie potrafi koordynować pracy rządu. Nie panuje nad ministrami, którzy nie uzgadniają z nim swoich inicjatyw. Minister Hall czy Kopacz wyrażają opinie, których nie konsultują z premierem, co jest niespotykane. Rząd nie zgłasza też nowych ustaw. W polityce zagranicznej również kapitulacja. Wizyta w Rosji miała być sukcesem, a jedyną rzeczą, którą Donald Tusk z niej przywiózł, jest zapowiedź przywrócenia festiwalu piosenki rosyjskiej w Zielonej Górze.

To może PiS powinno zgłosić konstruktywne wotum nieufności dla premiera i zaproponować swojego kandydata?
Nie zrobimy tego, bo przy obecnym składzie parlamentu nie ma szans, aby to przegłosować.